Oliver Pelerieux & Salvatore

skokowy - mała hala - zakończony

Regulamin forum
Treningi z siodła przeprowadza się w stworzonym przez siebie temacie w wybranym subforum należącym do Stajni. W nazwie tematu powinno znaleźć się imię jeźdźca oraz konia (np. Anna Smith & Bobby), natomiast w opisie tematu rodzaj i stan treningu (w trakcie, zawieszony lub ukończony), a także wybrana lokacja (np. “ujeżdżeniowy - duża hala - w trakcie”). Pozostałe treningi przeprowadza się w zbiorowych tematach, utworzonych przez konto Orchard Stable. Jeśli masz ochotę, możesz odbyć trening równolegle z drugą parą w tym samym temacie.
Oliver Pelerieux
Awatar użytkownika
31
lat
186
cm
zawodnik skoków przez przeszkody
Uznana Klasa Średnia

Ostatnie tygodnie spędziliśmy na pracy z ziemi i odbudowywaniu kondycji. Jedyne skoki, z jakimi miał do czynienia Salvatore, to te w korytarzu - w ostatnim tygodniu pozwoliłem mu już przez trzy dni skakać, a w pozostałe jeździłem normalnie w siodle. To wszystko miało nas przygotować do pierwszego, wspólnego treningu skokowego po przerwie. Dotąd odbyłem ich parę na innych koniach, ale nie ukrywajmy, że Salva był... specjalny. Chyba jako jedyny z koni, na których jeździłem, wciąż starał się zamykać stojaki nawet podczas skakania przeszkód ledwie mierzących metr. Potrzebowałem więc nieco lepszego przygotowania i choć prawdopodobnie miałem później cierpieć, to nie chciałem dłużej czekać z powrotem do treningów skokowych. Ambicja jak zwykle nie pozwalała mi usiąść i poczekać, tym bardziej, że koniowi już nic nie dolegało i w naszym teamie to ja byłem tą niedomagającą stroną.

W każdym razie, zdecydowałem się wsiąść między innymi treningami, na małej hali, w środku dnia, gdy Salva był już po porannym padokowaniu (co zapewne i tak miało niewiele zmienić w kwestii jego zachowania). Tym razem zdecydowałem się na nieco mocniejsze wędzidło, to samo, na którym skakaliśmy już wielokrotnie, gdy potrzebowałem większej kontroli nad siwym. Nie zabrakło też kamizelki i kasku, z którymi się nie rozstawałem od dnia wypadku, wciąż chroniąc wrażliwe żebra. Zawczasu ustawiłem kilka przeszkód, ale przyszliśmy tu też z osobą, która miała mi pomóc we wszelkich korektach.

Wsiadłem przy pomocy schodków i od razu ruszyłem stępem, proponując ogierowi stosunkowo długą wodzę, ale na kontakcie. Po hali już ktoś jeździł, więc wolałem, by Salva nagle nie zabrał się bez kontroli galopem za drugim koniem, gdy tamten skakał lub galopował. Półparadami starałem się skupić go na sobie, a także zachęcić do rozluźnienia się w pysku i oparcia na wędzidle. Oczywiście dosiad i łydki nie pozostawały bierne, aktywnie dojeżdżałem nimi konia do ręki i pilnowałem, by trzymał się wyznaczonej linii, a nie pływał na boki. Jeździliśmy drugim śladem, ścianę zostawiając drugiej parze. Początkowy stęp trwał około dziesięciu minut, w trakcie których przynajmniej dwukrotnie zmieniłem kierunek i wyginałem siwka na woltach. Przed zakłusowaniem sprawdziłem, czy nie trzeba podciągnąć popręgu, po czym poprosiłem o żywy kłus, w trakcie którego anglezowałem i tak samo zabiegałem o uwagę i przepuszczalność.

@Salvatore
Mów mi Zuza. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 312087 lub Discorda Joy#9747. Piszę w pierwszej osobie czasu przeszłego. Wątkom +18 mówię tak.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: .

Podstawowe

Osobowość

Za fabuły

Awatar użytkownika
7
lat
185
cm
Skoki
Duży Sport
Korytarze skokowe nie spełniały zapotrzebowania Salvatore, bo nie ukrywajmy - zawsze szalał w skokach, a kiedy nie był ograniczony przez wagę jeźdźca, był skłonny robić naprawdę irracjonalne skoki, dalekie od jego aktualnego poziomu. Oliver mógł być pewien co do tego, że ogier zawsze go czymś zaskoczy, również podczas przeciętnych treningów z ziemi. Dzisiaj nareszcie mieli odbyć normalny trening, a siwy rozpoznał to już po tym, jaki sprzęt wybrał właściciel. Samo zakładanie ochraniaczy podnieciły go na tyle, że prawdopodobnie cała stajnia słyszała jego donośne, podekscytowanie rżenie. Drodze na halę towarzyszyło ciągle caplowanie, które pewnie nie napawało mężczyzny optymizmem, skoro już teraz ogiera roznosiła energia. Niemniej poza takim wyrywaniem się do przodu nie robił nic innego, co by wykraczało poza jego normy. Oliver prawdopodobnie był już przyzwyczajony do tego zachowania.
Fakt, że na hali znajdowała się jeszcze jedna para, nie ułatwiała im porozumienia. Salvatore znowu głośno zarżał do drugiego konia, przestępując nerwowo z nogi na nogę podczas wsiadania. Niemalże odchodził od zmysłów, kiedy znajdowały się tutaj aż dwa najbardziej pobudzające czynniki: przeszkody oraz inny koń, dzięki bogu wałach, przez co nie zgłupiał do reszty. Nie zamierzał długo czekać na usadowienie się Olivera w siodle; gdy tylko odbił się od schodków, Salva ruszył stępem, co przy odrobinie szczęścia nie skończyło się zgubieniem swojego jeźdźca. Poruszając się po hali, nie spuszczał wzroku z drugiej pary, wciąż jednak spełniając wymagania mężczyzny co do utrzymania energicznego kroku. No właśnie. Jego stęp wydawał się być aż zanadto żywy, ale chyba ciężko było mu się specjalnie dziwić, bo żadną tajemnicą nie było jego wielkie serce do skoków przez przeszkody. Przy tym wszystkim zaskakujące było to, że szybko oparł się na wędzidle, za czym stały częste treningi kondycyjne, na których mogli się skupić właśnie na tym fakcie. Dzięki temu sam szukał kontaktu, a dalej było już tylko prościej. Wolty ułatwiły mu odnalezienie odpowiedniego tempa, ale dalej pozostawał niezdrowo podekscytowany i żywo przyglądał się tamtym.
Po rozgrzaniu się w stępie przyszła pora na kłus, gdzie Salva już odruchowo bardziej zaokrąglił szyję, przeżuwając wędzidło i żwawo poruszając się po drugim śladzie. Problemem mogło być wymijanie drugiego konia, bo jak było wiadomo, ogier był bardzo reaktywny na inne konie i zawsze istniało ryzyko zaczepienia czy innych niesnasek między nimi.

@Oliver Pelerieux
Mów mi Ola. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 49825838 lub Discorda alek#7308. Piszę w 3 osobie czasu przeszłego.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: -.

Podstawowe

Osobowość

Likes & dislikes

Za fabuły

Dla użytkownika

Oliver Pelerieux
Awatar użytkownika
31
lat
186
cm
zawodnik skoków przez przeszkody
Uznana Klasa Średnia
Zachowanie Salvatore było męczące, ale przywykłem już do niego na tyle, że na połowę rzeczy nawet nie zwracałem uwagi. Dopóki miałem nad nim kontrolę i mogłem go spokojnie utrzymać, nie przeszkadzało mi, że rżał mi praktycznie do ucha albo nerwowo caplował w ręku. Wiedziałem, że to kwestia jego temperamentu, tego samego, za który go tak doceniałem podczas pracy skokowej. Jeśli więc oznaczało to takie atrakcje w pakiecie, to w pełni akceptowałem taki stan rzeczy.
Bezpieczeństwo innych było jednak dla mnie priorytetem, więc cały czas zwracałem uwagę na drugą parę i zjeżdżałem im z drogi ilekroć była taka potrzeba. Starałem się nie mijać w bliskiej odległości, licząc się z tym, że siedzę na ogierze, którego popędy zdecydowanie nie były uśpione. Nie przeszkadzało mi to jednak w rzetelnym wykonywaniu pracy. Czując, jak Salva przesadnie roluje szyję w kłusie, zadbałem o to, żeby wyjechać go do przodu. Zależało mi na otwartej sylwetce, która sprzyjała swobodnemu, luźnemu ruchowi i prawidłowej pracy mięśni. Dzisiaj, zamiast przejść, które najczęściej ćwiczyliśmy w ostatnim czasie, postawiłem na rozciąganie. Zarówno w kłusie, jak i w stępie, jeździłem łopatką do wewnątrz lub zadem do środka, przeplatając to wszystko woltami i ustępowaniami. Teoretycznie były to ujeżdżeniowe elementy, ale mimo to często wykorzystywałem je w pracy ze skokowymi końmi, dostrzegając wiele zalet z nich płynących. Salvatore po takiej rozgrzewce powinien być dobrze przygotowany do skoków, a poza tym w miarę spokojny, skoro wciąż mógł być w ruchu, bez konieczności zwalniania do stępa co kilkanaście metrów.
Na koniec został nam oczywiście galop, do którego przeszliśmy po kolejnej, krótkiej przerwie w kłusie. Także w tym chodzie wymagałem od konia czegoś więcej niż tylko galopowania po śladzie - wciąż musząc się mijać z innym koniem, często zjeżdżałem na wolty czy zmieniałem kierunki, co było okazją do odświeżenia lotnych zmian nogi czy nawet kontrgalopów.

@Salvatore
Mów mi Zuza. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 312087 lub Discorda Joy#9747. Piszę w pierwszej osobie czasu przeszłego. Wątkom +18 mówię tak.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: .

Podstawowe

Osobowość

Za fabuły

Awatar użytkownika
7
lat
185
cm
Skoki
Duży Sport
Jeszcze nie postradał zmysłów na tyle, by próbować doskoczyć do drugiego konia, więc za każdym razem dał się odwodzić stamtąd, kiedy akurat mieli się minąć. W końcu Salvatore musiał być nauczony pewnej "kultury" treningowej, która była najbardziej potrzebna przy rozgrzewkach na zawodach. Na tych już go od dawna nie było, ale przy dobrych wiatrach mieli tam wrócić niedługo.
W pierwszym odruchu podrzucił głową, kiedy Oliver spróbował poprawić jego rolowanie się podczas kłusowania. Nie potrzebował jednak wcale tak wiele czasu, by na powrót oprzeć się na wędzidle, zyskując dzięki temu też trochę na przepuszczalności i swobodzie. Mężczyzna wiedział, że Salvatore średnio sobie radził z pracą ujeżdżeniową, do której miał po prostu zbyt gorącą głowę. Nawet te proste, podstawowe elementy sprawiały mu problemy, szczególnie chody boczne, w których niezbyt potrafił pozostać w stałym ustawieniu, co było dla niego po prostu nienaturalne. Już po kilku metrach w takim ćwiczeniu zaczynał się irytować, bo zawodnik musiał go ciągle poprawiać, a z siwego przecież był Pan Perfekcyjny. Obijając ogonem o tylne nogi, jasno dawał do zrozumienia, że powoli mu się cierpliwość do tego kończy. Ustępowania wychodziły jeszcze w miarę ładnie, był bowiem dość czuły na łydki, ale to przede wszystkim łopatka do wewnątrz była jego stopą achillesową. Ciągle próbował dostawić do tego śladu także zad bądź też zmieniał kąt zgięcia czy tempo kłusa. Na krótkich odcinkach wychodziło mu to dobrze, ale w przypadku, jeśli Oliver chciał przedłużyć ten moment, to ogier podrzucał zadem ostrzegawczo.
Galop jak zawsze przynosił wiele radości. Salva tym razem oszczędził plecy mężczyzny brakiem baranków, ale zamiast tego mocno szedł przed siebie, trochę popisując się przed drugą parą. Najchętniej pościgałby się z innym koniem, co było niemożliwe na co dzień, skoro był padokowany sam. Niestety, właściciel mu tego nie umożliwiał, zabierając na wolty czy zmiany kierunku. Lotne w wykonaniu siwego potrafiły wyglądać zabawnie, gdy wykonywał foule jakby pokonywał cavaletti, nadmiernie wysoko się wybijając. Do kontrgalopu nie dało się przyczepić, poruszał się w równowadze, jakby zupełnie nie przeszkadzało mu to, na którą nogę galopował.

@Oliver Pelerieux
Mów mi Ola. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 49825838 lub Discorda alek#7308. Piszę w 3 osobie czasu przeszłego.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: -.

Podstawowe

Osobowość

Likes & dislikes

Za fabuły

Dla użytkownika

Oliver Pelerieux
Awatar użytkownika
31
lat
186
cm
zawodnik skoków przez przeszkody
Uznana Klasa Średnia
W zasadzie cieszyłem się, gdy na jaw wychodziły takie problemy. Nie byłem w stanie podczas jednego treningu przetestować wszystkich "funkcji", więc problem z wykonaniem łopatki do wewnątrz miał prawo mi umknąć. Widząc, że sprawiają one koniowi problem i jedynie go frustrują, ograniczyłem się do zrobienia zaledwie paru kroków, byle poprawnych. Nagrodą za to miało być przerwanie ćwiczenia, w myśl zasady, że lepiej skończyć na pozytywnym, niż przedobrzyć lub zapętlić się w nikomu niepotrzebnej przepychance.
Zakończywszy rozgrzewkę bardzo udanymi ćwiczeniami w galopie, zwolniłem do kłusa by wykonać żucie z ręki, a następnie przejść do stępa i zrobić w nim dłuższą przerwę. W międzyczasie halę opuściła towarzysząca nam para, co dobrze wróżyło na nadchodzące skoki, podczas których nie spodziewałem się niczego innego niż ognia.
Po przerwie ponownie pozbierałem i ustawiłem konia na pomocach, żeby przejść do clue treningu - skoków. Dzisiejszy parkur prezentował się następująco: kliknij (numerki nadane roboczo, żeby się odnaleźć w przestrzeni), a wszystkie przeszkody mierzyły póki co 100 centymetrów. Na początek chciałem oddać parę skoków na stacjonacie (2) i okserze (5), po dwa z jednej i drugiej strony, z lewej i prawej nogi, żeby wyczuć Salvę przed próbą pojechania całego parkuru. Tylko te dwie przeszkody były chwilowo niższe, mierzyły około 80 centymetrów.
Po przejściu do galopu, poświęciłem chwilę na wyrównanie tempa, zanim wykonałem dość krótki najazd na stacjonatę. Krótki, bo wiedziałem, że na długim ogier zacznie mocno rwać do przeszkody, a przecież nie o to chodziło. Starałem się też zachować rozsądek w trzymaniu go podczas najazdu - miał iść żywo, wciągać mnie w przeszkodę, ale nie przejmować kontroli. To wszystko wymagało głębokiego usadowienia się w siodle i wyraźnego, ale elastycznego kontaktu z pyskiem. Doprowadziwszy konia do przeszkody, poczekałem na skok, do wysokości którego postarałem się dopasować półsiad i ilość oddanej wodzy. Skok zapewne ciężko było wysiedzieć, ale przez to, że byłem na to gotów, to lekkie wyrzucenie z siodła nie przestraszyło mnie i nie wpłynęło znacząco na równowagę. Po wylądowaniu znowu chwilę galopowaliśmy, nim najechałem na okser, stopniowo wykonując zamierzony plan.

@Salvatore
Mów mi Zuza. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 312087 lub Discorda Joy#9747. Piszę w pierwszej osobie czasu przeszłego. Wątkom +18 mówię tak.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: .

Podstawowe

Osobowość

Za fabuły

Awatar użytkownika
7
lat
185
cm
Skoki
Duży Sport
Dzięki temu, że Oliver szybko kończył wszystkie chody boczne, Salvatore nie miał okazji w pełni się zdenerwować i jego znudzenie było zduszone w zarodku. Po owocnej pracy w galopie zwolnił do kłusa z lekkim oporem, mając lekkie przeczucie, że mężczyzna znowu będzie chciał męczyć to samo, nudne ujeżdżenie. Jednak żucie z ręki odwiodło go od tych przypuszczeń, więc stopniowo przeszedł do niższego ustawienia oraz stępa. Kiedy druga para opuszczała halę, poderwał głowę z nastawionymi na sztorc uszami, wydając z siebie kolejne rżenie na pożegnanie kompana. W inny sposób nie zareagował, nareszcie mogli przejść do porządnej pracy, gdy już nie był tak rozpraszany kimś innym.
Schematy treningów dla Salvy nie były żadną nowością, więc potrafił przewidzieć, co nastąpi dalej. Nic więc dziwnego, że już zebranie i zagalopowanie wywołało w nim multum emocji. Kręcąc wesoło ogonem, niecierpliwie wyczekiwał pierwszego skoku - stąd też od razu wyrównał tempo według zamysłu właściciela, wiedząc, że to najszybsza droga do tego. Oliver miał rację z tym, że ogier będzie bardzo się wyrywał do pierwszej przeszkody. Gdy tylko został naprowadzony na stacjonatę, wykonał mocne dodanie, do czego zachęciła go niska wysokość. Taką stacjonatkę mógł przeskoczyć nawet z pełnej dzidy, chociaż na to nie miał tyle czasu. W wygodnym dla siebie miejscu odbił się, wkładając w to dużo więcej siły niż było potrzeba. Na spokojnie zostawił sobie prawie pół metra zapasu, jasno pokazując, że te 80 centymetrów było dla niego niczym. Wbrew wszystkiemu wylądował miękko, wznawiając galop po lekkim, radosnym baranku. Dał się poprowadzić na okser, który wciąż był dziecinnie niziutki, więc potraktował go podobnie jak poprzednio. Co prawda zostawił sobie trochę mniej "zabezpieczenia", ale zamiast tego włożył siłę w długość skoku, przeciągając go, jakby miał przeskakiwać rów z wodą, a nie zwykły okser. Z boku jego skoki pewnie wyglądały obiecująco, ale na dłuższą metę wcale nie były takie świetne. Przez brak jakiegokolwiek wyczucia mógł szybko stracić siły na dalsze skoki, bo przecież musiał się pochwalić. Co trening. Teraz jednak był prawdziwie świeży i nie zapowiadało się, by miał szybko stracić wenę do skakania.

@Oliver Pelerieux
Mów mi Ola. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 49825838 lub Discorda alek#7308. Piszę w 3 osobie czasu przeszłego.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: -.

Podstawowe

Osobowość

Likes & dislikes

Za fabuły

Dla użytkownika

Oliver Pelerieux
Awatar użytkownika
31
lat
186
cm
zawodnik skoków przez przeszkody
Uznana Klasa Średnia
Dzisiaj planowałem poskakać wręcz "rekreacyjnie", bez pochylania się nad konkretnym problemem, ale zdecydowanie była to rzadkość. Na ogół pracowaliśmy nad techniką, która - nie ukrywajmy - nie była najmocniejszą stroną Salvy, a po przerwie zdawało się to jeszcze bardziej rzucać w oczy. Dziś jednak miał się po prostu nacieszyć skokami, bo przy tym wszystkim starałem się nie zapominać o tym, że treningi powinny koniowi zwyczajnie sprawiać radość. Dlatego czasem robiłem je trochę po ich, a nie swojej myśli, starając się słuchać tego, co chcą mi powiedzieć.
Nie było mi jednak zbyt łatwo - zwłaszcza drugi skok okazał się ciężki i niewygodny do wysiedzenia. Przez chwilę nawet poczułem się jak na crossie, a nie na parkurze. Nie byłem w stanie przewidzieć wszystkiego, więc ponownie nieco gibnęło mną w siodle, a przede wszystkim wywołało skok adrenaliny. Przed najechaniem na kolejną przeszkodę zjechałem pierw na pierwszy ślad, żeby zaokrąglić galop, a nawet zrobić ze dwa przejścia do kłusa i ponowne zagalopowania, żeby nieco okiełznać entuzjazm siwka.
Wreszcie ponownie najechaliśmy na tę samą stacjonatę, ale od drugiej strony. Już na tym etapie treningu czułem opór ze strony Salvy, który nie radził sobie z emocjami, jakie wywoływały w nim skoki. W najeździe do przeszkody nie mogliśmy się ze sobą dogadać, co poskutkowało wybiciem się ze złego miejsca. Przeszkoda była jednak niewysoka, więc wyratowanie tego skoku - zwłaszcza przy sile Salvy - nie było kłopotliwe. Znowu zjechałem na woltę, próbując trochę rozluźnić konia, a potem znowu na ścianę, żeby żwawo dodać w galopie. Takimi zagraniami chciałem go trochę zmęczyć i zmusić do myślenia, jednocześnie robiąc to w możliwie niekonfliktowy sposób. Po takim dodaniu znowu wróciliśmy do galopu roboczego, wjechaliśmy na woltę, co miało mi pomóc w podstawieniu konia, po czym ponownie najechałem na tę samą stacjonatę, starając się siedzieć "cicho", a jednocześnie dyktując swoje warunki. Pozwalałem mu iść żwawo, ale od zadu i w równowadze, co powinno zaowocować bardziej okrągłym skokiem. Niezależnie od ostatecznego wyniku, starałem się nie zostać ręką w skoku i nie stracić oparcia w strzemionach. Jeśli skok był lepszy, po odejściu spod przeszkody pochwaliłem krótko siwka i pokierowałem go w stronę sąsiedniego oksera, także jego chcąc skoczyć z drugiej nogi.

@Salvatore
Mów mi Zuza. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 312087 lub Discorda Joy#9747. Piszę w pierwszej osobie czasu przeszłego. Wątkom +18 mówię tak.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: .

Podstawowe

Osobowość

Za fabuły

Awatar użytkownika
7
lat
185
cm
Skoki
Duży Sport
Akurat o to, czy skoki sprawiały mu przyjemność, Oliver nie musiał się nigdy martwić. Już na pierwszy rzut oka było widać, że Salvatore był szalony na punkcie tego i zawsze wkładał 150% swojego serca w to. Inna sprawa, że rzadko kiedy opłacało się aż tak przykładać do tego, kiedy poprzeczka była mu stawiana tak nisko, ale cóż, wszystko miało mu przyjść z czasem.
Krótka utrata równowagi Olivera nie wywarła na ogierze wielkiego wrażenia. Potrząsnął głową, gdy zjechał na ślad, bo to był dla niego na ten moment najszybszy sposób na pozbycie się nadmiaru emocji i odreagowanie. Oczywiście, mógł to zrobić w bardziej efektywny sposób, ale dzisiaj niekoniecznie chciał gubić swojego jeźdźca... Jeśli chodzi o przejścia do kłusa, to dużo trudniej było mu przemówić do rozsądku. Gdy już zaczynał skoki, wpadał w trans, z którego ciężko było mu wyjść - stąd też jego najsłabszą stroną były między innymi skoki z kłusa. Furkotanie nozdrzami wystarczająco świadczyło o jego niezadowoleniu, niemniej przyniosło - chwilowo - oczekiwane efekty. Trochę się uspokoił i zwolnił, ale ze sporym prawdopodobieństwem tuż po skierowaniu na kolejną przeszkodę miało się to zmienić.
Tak też się stało, gdy najechał na stacjonatę na drugą nogę. Tak jak wcześniej chciał wyrwać do przodu, ale Oliverowi było to nie w smak i chciał go przed tym powstrzymać. Salvatore bądź co bądź zawsze oddawał skoki z mocniejszego tempa, więc tym razem postawił na swoim. Widząc, że w dystansie nie zmieści jeszcze jednej, "swojej" foule, oddał skok zdecydowanie za szybko, mając sporą odległość do dokrycia. Raczej nie wyglądało to optymistycznie, ale wyratował sytuację, także dzięki niewysokiej stacjonatce. Rozciągnął się mocno w locie, wysuwając nos i nogi do przodu i w jednym kawałku przedostając się na drugą stronę. Po wylądowaniu znowu był pełen radości, ale została ukrócona zabraniem na woltę oraz dodaniem na ścianie. Wbrew wszystkiemu na prostej linii wcale nie był taki chętny do przyspieszania, o wiele bardziej wolał to zrobić w najeździe. Jednak wykonał polecenie i mocniej zapracował zadem, pchając się nim silnie i najwyraźniej świetnie się dzisiaj bawiąc.
Skróciwszy galop do roboczego, znowu został zabrany na woltę. Manewrując uszami na wszystkie strony świata, był teraz w pełni skupienia. Bardziej zaokrąglił sylwetkę, unosząc się trochę na przodach. Ponowili próbę pokonania niskiej stacjonaty, która teraz przebiegła bardziej pomyślnie. Salva nie wyciągał już tak mężczyzny z siodła, chociaż siła odbicia dalej była mocno odbiegająca od normy. Nie zareagował nawet na pochwałę, będąc teraz w amoku, wypatrując kolejnej przeszkody. Okser zaatakował równie odważnie co wcześniejszą przeszkodę, pracując przy tym grzbietem oraz kończynami.

@Oliver Pelerieux
Mów mi Ola. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 49825838 lub Discorda alek#7308. Piszę w 3 osobie czasu przeszłego.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: -.

Podstawowe

Osobowość

Likes & dislikes

Za fabuły

Dla użytkownika

Oliver Pelerieux
Awatar użytkownika
31
lat
186
cm
zawodnik skoków przez przeszkody
Uznana Klasa Średnia
Po tym, jak ostatnie dwa skoki można było uznać za udane, zdecydowałem o powrocie do stępa. Była to chwila oddechu zarówno dla mnie, jak i dla ogiera, choć głównie było to podyktowane koniecznością podniesienia przeszkód. Poprosiłem towarzyszącą nam osobę o podwyższenie ich o 10 centymetrów tak, żeby Salva mógł złapać dzisiejszy pułap (i tak pewnie nie robiło mu to różnicy...), po czym ponownie zagalopowaliśmy, by raz jeszcze zmierzyć się z tą samą stacjonatą i okserem, oddając łącznie cztery skoki.
Potem znowu zrobiłem chwilę przerwy, bardziej dla siebie, niż siwego i rozejrzałem się po przeszkodach, ustalając sobie trasę. Po minucie przerwy ponownie pozbierałem wodze, dojechałem konia do ręki, zakłusowałem, a następnie zaprosiłem do galopu na lewą nogę. Okrążyliśmy wszystkie przeszkody, kierując się na metrową stacjonatę (1). W zakręcie przed wyjściem na światło przeszkody usiadłem w siodle, chcąc mieć większą kontrolę nad koniem, po czym nakierowałem go na sam środek i doprowadziłem do miejsca, które wydawało mi się najlepszym na odbicie. Następnie poczekałem na skok i zabrałem się z koniem, bez większego trudu zgrywając się z jego ruchem.
Dalej pojechaliśmy na już dobrze znaną ogierowi stacjonatę (2), po pokonaniu której kontynuowaliśmy galop z lewej nogi, kierując się na pierwszą podczas tego treningu linię (7-6), ustawioną na cztery foule. Najechałem od strony oksera, którego pokonanie także nie sprawiło nam problemów, w przeciwieństwie do zapanowania nad koniem po skoku... Nie udało mi się wyegzekwować od siwka czterech foule między przeszkodami, ponownie skończyło się na trzech i urwaniu ostatniej, co tym razem wybiło mnie z równowagi na tyle, że zgubiłem strzemię. Na domiar złego siwek poprawił zadem w skoku, co wyrzuciło mnie na jego szyję jeszcze bardziej i mimo rozpaczliwych prób utrzymania się na nim, doprowadziło do upadku. Zupełnie niegroźnego ze względu na kamizelkę i kask, przez które prawie nie odczułem upadku, ale wciąż nieco uwłaczającego. Spadłem obok, raczej nie trafiając pod nogi konia. Puściłem też wodze, wiedząc, że w zaistniałych okolicznościach będzie to bezpieczniejsze (z hali nie było ucieczki i byliśmy na niej sami) i przeturlałem się raz po ziemi, od razu siadając i próbując zrozumieć, co się stało. Moja luzaczka mocno się przejęła, ale od razu uspokoiłem ją, zapewniając, że nic się nie stało i spojrzałem za koniem, który na pewno nie zatrzymał się grzecznie żeby na mnie poczekać...

@Salvatore
Mów mi Zuza. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 312087 lub Discorda Joy#9747. Piszę w pierwszej osobie czasu przeszłego. Wątkom +18 mówię tak.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: .

Podstawowe

Osobowość

Za fabuły

Awatar użytkownika
7
lat
185
cm
Skoki
Duży Sport
Tak jak wcześniej, ogier nie był zadowolony z konieczności zwalniania do stępu. Dla niego równie dobrze przerw mogłoby nie być, był kompletnie zafiksowany na punkcie skoków i zapewne robiłby to do padnięcia ze zmęczenia. Jedynie Oliver był tutaj rozsądny i zarządzał przerwy, na których ciężko było Salvie odsapnąć, gdy w jego głowie wciąż było tylko jedno. Udało im się choć trochę odbudować jego kondycję, co z pewnością było dużym postępem, ale sprawiało, że ciężko było go zmęczyć do tego "zdrowego" poziomu, umożliwiającego mu normalne skoki.
Do przewidzenia było to, że zwiększenie poprzeczki o zaledwie 10 centymetrów nie robiło na siwym żadnego wrażenia. Wciąż oddawał mocne, odważne skoki, nawet przez chwilę nie wahając się przed tym. Jednym plusem tego było to, że sam odruchowo nie zwiększył mocy swoich skoków, zupełnie jakby za te 10 centymetrów dokładał sobie kolejnych 15. Po tych czterech dodatkowych skokach wciąż był nabuzowany, ale przejście do kłusa nie stanowiło już takiego wyzwania. Zgodnie ze wskazówką Olivera zagalopował na lewo, wciąż podtrzymując żywe, energiczne tempo. Kiedy w zakręcie mężczyzna dociążył go bardziej dosiadem, Salvatore odrobinę bardziej zaokrąglił sylwetkę, ale w dalszym ciągu krył sporą część terenu przy każdym kroku. Naprowadzony na nową, metrową stacjonatę, zlustrował ją wzrokiem. Miał ochotę znowu wyciągnąć do niej jeźdźca, ale tym razem nie urywał już foule i w odpowiednim miejscu odbił się z impetem. Zgrabnie złożył nogi pod siebie, a po wylądowaniu kontynuował galop na lewo.
W zakręt do drugiej przeszkody wszedł gładko, bez utraty równowagi czy tempa. W podobnym stylu przeskoczył także tę stacjonatę, wciąż nie zamierzając oszczędzać sobie siły na dalszą część treningu. Parskając głośno, pogalopował dalej zgodnie z zamysłem zawodnika, by w końcu zostać postawionym przed trochę trudniejszym zadaniem. Problemem przede wszystkim było to, w jaki sposób Salvatore zwykł wyjeżdżać odległości do przeszkód. Przed okserem odbił się w optymalnym czasie, wykazując się szybką reakcją kończyn. Niestety, Oliver prawdopodobnie nie przewidział tego, że siwy wyląduje trochę dalej niż w zamyśle, przez co wpadnie na świetny pomysł wyjechania tego dystansu na mniejszą ilość foule. Wykonał trzy długie kroki galopu, po których urwał foule i się odbił, nie zdając sobie sprawy z tego, że w międzyczasie Pelerieux zgubił strzemię. Dla siwego w tym momencie liczyło się tylko to, by przeskoczyć stacjonatę bez zrzutki i na dobitkę poprawił zadem, mocno wykopując w powietrze.
Ostatecznie ogierowi rzeczywiście udało się wyratować skok, ale jakoś tak... zrobiło mu się lekko. To wcale nie zmotywowało go do zorientowania się, że zgubił swojego jeźdźca, a wręcz przeciwnie. Nieograniczony jego ciężarem, pogalopował dalej, wykonał piękną lotną i skręcił na stacjonatę (2), którą pokonał samodzielnie. Nie przeszkadzało mu nawet to, że luźno latające wodze plątały mu się między nogami - cudem uniknął potknięcia o nie. Nie uniknął natomiast tego, że przy lądowaniu zaczepił nogą o wodze, które w wyniku siły konia pękły. Szczęśliwie bez krzywdzenia zwierzęcia, które jednak wciąż było w amoku skoków i już planowało najechanie na 8-9-10... To jednak z jego temperamentem mogło się skończyć różnie, więc ostatecznie okrążył halę i przeskoczył jeszcze 1, po której zwolnił do kłusa z głośnym, zmęczonym parsknięciem. No, takie treningi to mogą być. :lol:

@Oliver Pelerieux
Mów mi Ola. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 49825838 lub Discorda alek#7308. Piszę w 3 osobie czasu przeszłego.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: -.

Podstawowe

Osobowość

Likes & dislikes

Za fabuły

Dla użytkownika

Oliver Pelerieux
Awatar użytkownika
31
lat
186
cm
zawodnik skoków przez przeszkody
Uznana Klasa Średnia
Podczas obserwowania poczynań ogiera, towarzyszyły mi bardzo zmienne emocje. Pierw byłem lekko zdezorientowany, potem zdziwiony, przestraszony (patrząc na plątające się między jego nogami wodze, widziałem same czarne scenariusze), aż w końcu ogarnęło mnie zwątpienie, gdy ogłowie porwało się na strzępki, a Salvatore wciąż w najlepsze galopował i oddawał kolejne skoki. W międzyczasie pozbierałem się z ziemi i trochę otrzepałem, zebrałem resztki ogłowia i stanąłem obok luzaczki, czekając aż koń sam się zatrzyma. Jakoś wolałem nie stać mu teraz na drodze...
W końcu poprosiłem dziewczynę, by poszła do siodlarni po zastępcze ogłowie. Upierałem się, że nic mi nie jest i możemy wrócić do jazdy, co raczej nie spotkało się ze zrozumieniem, ale ze sprzeciwem również nie. Wkrótce zostaliśmy więc z Salvą sami. Próbowałem wykorzystać tę chwilę na to, żeby złapać konia i przytrzymać go za porwaną wodzę przerzuconą przez szyję, ale niestety siwek nie chciał współpracować i uciekał, ilekroć próbowałem się zbliżyć. Nie zostało mi więc nic innego niż poczekać na powrót luzaczki z nadzieją, że we dwoje uda nam się zagrodzić mu jakoś drogę i złapać, choć nie wykluczałem również możliwości, że koń sam do niej przyjdzie, nie kojarząc jej z jazdą i wymaganiami, tylko raczej z jedzeniem, spacerami i innymi atrakcjami. Nie stałem jednak z założonymi rękami i również próbowałem skusić Salvę do tego, żeby podszedł, od razu odrzucając wariant gonienia go po całej hali, bo to nie miałoby żadnego sensu.

@Salvatore
Mów mi Zuza. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 312087 lub Discorda Joy#9747. Piszę w pierwszej osobie czasu przeszłego. Wątkom +18 mówię tak.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: .

Podstawowe

Osobowość

Za fabuły

Awatar użytkownika
7
lat
185
cm
Skoki
Duży Sport
Towarzystwo publiczności w postaci Olivera oraz luzaczki najwyraźniej dodawało tylko Salvie otuchy, bo na pierwszy rzut oka było widać, że świetnie się przy tym bawił. Może trochę mniej w momencie, kiedy ogłowie się zerwało, ale to była zaledwie chwila, w trakcie której jeszcze pozbył się wędzidła, a która mu nie przeszkodziła w tej całym ferworze. Jako że nie ograniczał go już ciężar jeźdźca, to nie odczuwał takiej potrzeby pędzenia na złamany kark. Ba, w pewnym momencie zaczął się bawić galopem, zwalniając i zaokrąglając krok, by za chwilę znowu wystrzelić jak z procy. Było to szczególnie widoczne, kiedy Oliver nieudolnie próbował go złapać - Salva czerpał z tego sadystyczną radość, dając mężczyźnie złapać resztki ogłowia, by w kolejnej sekundzie uciec mu cwałem. Bądź co bądź, wciąż był koniem dość młodym, więc taka zabawa w kotka i myszkę jak najbardziej mu odpowiadała. Nie zauważył nawet wyjścia drugiej osoby, zbyt przejęty całą halą na wyłączność. Przez to, że ogłowie i tak już stracił, to w zasadzie nic mu nie groziło. No, może poza groźbą utraty jajek przez swoje wybryki, ale podobno Oliver go kochał, to przecież by go tak nie skrzywdził...
Dopiero gdy tamta wróciła na halę z drugim ogłowiem, zwrócił na nią uwagę. Wcześniej zdawał się w ogóle nie widzieć jej osoby, więc teraz z zaciekawieniem, niemalże od razu do niej podkłusował. Widocznie chciał grać właścicielowi na nerwach nie tylko przez ciągłe uciekanie, ale i jawną zdradę z kimś innym, do którego przybiegł natychmiastowo, w przeciwieństwie do Pelerieux, któremu nie udało się to przez tych kilkanaście minut. :lol: W każdym razie w ten sposób stracił swoją tymczasową wolność, ale nie buntował się jakoś mocno, również przy zmianie ogłowia. Czy żałował za błędy? Nie, ale nie spodziewał się też tego, że mężczyzna będzie chciał po tym kontynuować trening.

@Oliver Pelerieux
Mów mi Ola. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 49825838 lub Discorda alek#7308. Piszę w 3 osobie czasu przeszłego.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: -.

Podstawowe

Osobowość

Likes & dislikes

Za fabuły

Dla użytkownika

Oliver Pelerieux
Awatar użytkownika
31
lat
186
cm
zawodnik skoków przez przeszkody
Uznana Klasa Średnia
Zrobiło mi się może tylko trochę przykro, gdy Salva od razu podbiegł do luzaczki, dając się złapać, pewnie dlatego, że nie sądził, że i tak będzie oznaczało to powrót do pracy. Nie chowałem jednak w sobie urazy ani tym bardziej nie zamierzałem się na nim jakkolwiek odgrywać. Po prostu podziękowałem za pomoc, przejąłem wodze, sprawdziłem czy siodło dalej jest na swoim miejscu i nie wymaga zapięcia popręgu, po czym wsiadłem z ziemi, sprawnie odbijając się od niej i przerzucając nogę nad zadem konia. Nie zamierzałem się tak łatwo poddawać i pokazywać mu, że pozbywanie się mnie z grzbietu równa się końcowi pracy. Jakby nigdy nic kontynuowałem trening, zaczynając jednak od dłuższej chwili stępa, kłusa i galopu bez skoków, w trakcie których poprosiłem, by luzaczka rzuciła okiem na jego ruch. Z siodła co prawda nie czułem, żeby coś było nie w porządku, ale chciałem się upewnić, że Salva jest czysty w ruchu i nic mu się nie stało w międzyczasie, bo wtedy przerwalibyśmy trening od razu. Dla siebie miałem trochę mniej litości.
Gdy okazało się, że wszystko jest OK, postanowiłem raz jeszcze przejechać cały parkur, zaczynając tak jak ostatnio, czyli od przeszkód 1-2-7-6. Pokonanie dwóch pierwszych ponownie nie przysporzyło nam kłopotów, ale jeśli chodzi o linię, tym razem zamierzałem mocniej przytrzymać konia, żeby nie powtórzyć błędu sprzed chwili, który okazał się dość bolesny. Zadbałem o prawidłowe wyjechanie zakrętu, które pozwoliło mi podstawić Salvę i odpowiednio przygotować do skoku nad okserem. Siwkowi ponownie nie zabrakło entuzjazmu - śmiało wyszedł do skoku, w czym starałem mu się nie przeszkadzać. Po wylądowaniu natychmiast wróciłem w siodło, wycofałem ramiona i zamknąłem ogiera dołem, zapobiegając skróceniu się, ale też nie dając zbyt wielu możliwości na wyciągnięcie kroku. Chwilę później wyszliśmy już do kolejnego skoku, tym razem gładko, zgadzając się ze sobą.
Dalej podyktowałem mu lądowanie na prawo i wjechałem na ścianę, wzrokiem szukając linii złożonej tym razem z trzech przeszkód - oksera i dwóch stacjonat, między którymi były odpowiednio dwie i jedna foule galopu, czyli zadanie znacznie trudniejsze niż ostatnim razem. Cały ten odcinek galopu pokonałem jadąc w odciązającym półsiadzie, pozwalając koniowi lekko obniżyć szyję, jeśli miał na to ochotę, po czym ponownie przeszedłem do pełnego siadu, podniosłem konia i wyprostowałem na okser otwierający szereg. Niestety Salva miał inne plany, bo mimo zamknięcia w pomocach, wyłamał w ostatniej chwili, ponownie mocno wpływając na moją równowagę. Mało elegancko złapałem ją na jego pysku, ale kompletnie mnie zaskoczył tym ruchem. Odruchowo strzeliłem go raz palcatem, z którym jeździłem mimo temperamentu konia, któremu jednak czasem trzeba było dosadnie pokazać, że trochę przesadza, po czym nie czekając na eskalację jego złości, od razu wznowiłem galop i wykonałem obszerny najazd na linię raz jeszcze, w międzyczasie próbując wysiedzieć ewentualne podrzucanie zadem. W końcu najechaliśmy na okser raz jeszcze, tym razem pokonując go bez przygód. Od razu po skoku cofnąłem ramiona, ale nie traciłem czasu na powrót w siodło, tylko zamknąłem konia w łydkach i poczekałem na kolejny skok, podobnie zachowując się także przed ostatnią stacjonatą. Dalej pojechaliśmy na prawo, znowu kierując się na stacjonatę (2), którą tym razem skoczyliśmy z drugiej strony, by następnie wykonać najazd na dotychczas pomijane przeszkody - 4 i 3 - między którymi znajdowało się pięć foule galopu. Także te dwie przeszkody pokonaliśmy na czysto, kończąc parkur przejściem do kłusa, a następnie stępa i klepaniem po szyi w nagrodę.

@Salvatore
Mów mi Zuza. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 312087 lub Discorda Joy#9747. Piszę w pierwszej osobie czasu przeszłego. Wątkom +18 mówię tak.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: .

Podstawowe

Osobowość

Za fabuły

Awatar użytkownika
7
lat
185
cm
Skoki
Duży Sport
Był święcie przekonany, że teraz wrócą do stajni i zostanie odstawiony do swojego boksu na zasłużony wypoczynek - chociaż specjalnie zmęczony nie był. Jakie było jego zdziwienie, gdy nagle Oliver znowu wpakował się na jego grzbiet, na co Salva na szczęście nie wpadł na pomysł ponownego pozbycia się go. Przeżuwając nerwowo wędzidło, ruszył po chwili stępem. Ciężko było stwierdzić, czy był zadowolony z takiego obrotu spraw. Na pewno ten nagły skok adrenaliny sprawił, że mocno się spocił i lekko zasapał, ale nie musiało to oznaczać, że spieszyło mu się do końca treningu. W końcu jeszcze tyle przeszkód czekało na niego zachęcająco...
W kolejnych chodach nie wyszło żadnych nieprawidłowości. Salvatore nie uderzył się ani nie potknął, więc nie było obaw o to, czy coś mu się stało. Wciąż był pełen energii, chociaż część emocji zdołała już opaść, przynajmniej tymczasowo. "Przegląd techniczny" nie zajął wiele czasu, więc mogli wrócić do przerwanego zajęcia. Do przeszkód 1 oraz 2 ogier podchodził już dość spokojnie, ale prawdziwym wyzwaniem miała być druga próba przeskoczenia linii 7-6. W zakręcie był uważny, zwolnił nieco, by na prostej znowu spróbować dodać. Niestety, nauczony wcześniejszymi błędami Oliver zupełnie mu to uniemożliwił, utrzymując go w takiej skróconej sylwetce. Tak jak paręnaście minut temu, okser został pokonany bez zarzutów, tradycyjnie ze sporym zapasem. Istotnym było to, że utrudnione mu było oddanie dalszego skoku, tak więc wylądował bliżej 7 i nie próbował przejechać dystansu już na mniejszą ilość foule. Zmieścił równo cztery kroki galopu, które zakończyły się mocnym odbiciem i czystym skokiem. Po wylądowaniu zagalopował na prawo, wymijając jedynkę i starając się odgadnąć wybrany przez Olivera kolejny cel. Nie zamierzał więc opuścić głowy, wciąż czujnie rozglądając się i próbując przechytrzyć właściciela. Mógł dawać wrażenie, że wszystko idzie pomyślnie i trzy przeszkody nie będą dla niego żadnym wyzwaniem. W teorii tak nie było, ale w ostatniej chwili Salvatore zmienił zdanie co do tego przedsięwzięcia. Nieoczekiwanie się zatrzymał przed okserem, nawet robiąc jeden podskok w miejscu, jakby chciał się wspiąć - a to pewnie było wystarczającym punktem zapalnym dla Olivera. Skończyło się na lekkim podrygu, po którym mężczyzna nie powinien bardziej utracić równowagi, niemniej ogier i tak dostał z palcata, co szybko wywołało u niego złość. Zagalopował, ale nie omieszkał nie okazać swojego niezadowolenia przez parokrotne oddanie z zadu, tym razem rzeczywiście robiąc to już złośliwie.
Przy drugim podejściu do przeszkody 10 oddał już skok, ale nie oszczędzał przy tym Olivera, szczególnie jego pleców przez mocne skoki. Teraz już nie miał tyle siły i werwy co na początku treningu, niemniej był wciąż daleki od ściągnięcia któregokolwiek z drągów. W kolejnych odcinkach nie miał wiele czasu na wymyślanie, więc już bez szarpania się wyjechał kolejno 2 i 1 foule, cały szereg finiszując na czysto. Kolejno pokonał znaną już sobie stacjonatę 2, by następnie stawić czoło czemuś nowemu. Utrzymując galop na lewo, wyjechał głęboko zakręt, po którym najechał na pierwszą przeszkodę 4, przed którą odbił się prężnie. Zapracował grzbietem, kłąb ciągnąc do góry, jakby skakał co najmniej klasę C. W dystansie udało mu się nawet zmieścić pełną liczbę foule, po których oddał jeszcze jeden skok, również bezbłędny. Teraz przejście do stępa przyjął z ulgą, bo był już całkiem zmachany, bardziej właśnie tym, ile energii wkładał w każdy skok, niż rzeczywistym przejazdem, który nie należał do trudnych. Parsknął głośno i potrząsnął szyją, wprawiając w ruch całe ciało, po czym dalej stępował po hali, nadal gotowy na kolejne wyzwania.

@Oliver Pelerieux
Mów mi Ola. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 49825838 lub Discorda alek#7308. Piszę w 3 osobie czasu przeszłego.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: -.

Podstawowe

Osobowość

Likes & dislikes

Za fabuły

Dla użytkownika

Oliver Pelerieux
Awatar użytkownika
31
lat
186
cm
zawodnik skoków przez przeszkody
Uznana Klasa Średnia
Widziałem po nim, że jest dość zmęczony, ale wydawało mi się, że to raczej kwestia emocji, niż wysiłku fizycznego. Zupełnie niepotrzebnie się spalał na takich niewiele znaczących wysokościach, przez co męczyliśmy się oboje. Miałem wrażenie, że po tym treningu już jednak nie wsiądę dziś na kolejnego konia...
W każdym razie, postanowiłem oddać jeszcze parę skoków. Już niekoniecznie przez cały komplet przeszkód, ale przez kilka wybranych, żeby zyskać pewność, że tamto wyłamanie było jednorazowym wybrykiem, a kontrola w najeździe nie jest wcale taka zła.
Tym razem zaczęliśmy od galopu z prawej nogi. Przy odrobinie szczęścia było to najspokojniejsze zagalopowanie dotąd, ale nie wątpiłem, że koń znowu się odpali na widok przeszkody. Wybrałem stacjonatę (1), tym razem decydując się na długi najazd, który mógł się przez to okazać problematyczny, ale przecież z takimi również musieliśmy się nauczyć sobie radzić. Odpowiednio wcześniej usiadłem w siodle, chcąc zapobiec wyrwaniu się do przeszkody. Doprowadziłem do niej Salvę, po czym poczekałem na skok, wychodząc do półsiadu tuż za nim, wraz z elastycznym oddaniem ręki, choć bez utraty kontaktu, co miało mi pomóc w skontrolowaniu konia po skoku. Dalej pogalopowaliśmy w lewo, zakręcając na szereg 7-6, który dotychczas sprawiał nam największe problemy. I tym razem się bez nich nie obeszło, bo mimo moich starań, znowu nie pojechaliśmy równo między przeszkodami, co poskutkowało złym wyjściem do skoku nad stacjonatą i, kto by się spodziewał, zrzutką.
Nie przejąłem się tym jednak za specjalnie, dobrze wiedząc, z czego wynikał ten błąd. Koń był też już trochę zmęczony, więc nie zamierzałem poprawiać tego konkretnego błędu, tylko dokończyć zaplanowaną trasę, w skład której wchodził jeszcze szereg 8-9-10. Tym razem pojechaliśmy go z drugiej, łatwiejszej strony - po tym, jak udało mi się zgodnie z planem dojechać do pierwszego członu, pokonanie pozostałych dwóch okazało się już drobnostką. Mimo zmęczenia i obolałego ciała, starałem się nadążać za koniem i płynnie przechodzić w półsiad i oddawać mu rękę ilekroć wybijał się nad przeszkodą, raczej z dobrym skutkiem. Po ostatnim skoku wjechaliśmy już na ścianę, na której stopniowo zacząłem wydłużać wodze i zachęcać Salvatore do zejścia w dół. Po chwili zwolniłem go do kłusa, w którym zacząłem anglezować. Okrążyliśmy halę, przez połowę długości robiąc żucie z ręki, po czym ostatecznie zwolniliśmy do stępa, w którym już całkowicie puściłem wodze, trzymając je tylko za sprzączkę. Pogłaskałem siwka po szyi, chwaląc za dobrze wykonaną robotę i już po paru minutach zdecydowałem się zsiąść, żeby rozstępować go w ręku.
Po treningu wróciliśmy do stajni, w której samodzielnie go rozsiodłałem, wyczyściłem i zadbałem o jego nogi oraz ogólny komfort, fundując mu prysznic na myjce - schłodziłem porządnie nogi i umyłem najbardziej zapocone miejsca, żeby nic go nie swędziało. Po wszystkim został odprowadzony do boksu i nakarmiony kilkoma marchewkami, zaś za pół godziny dostał zasłużony obiad. /zt

@Salvatore
Mów mi Zuza. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 312087 lub Discorda Joy#9747. Piszę w pierwszej osobie czasu przeszłego. Wątkom +18 mówię tak.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: .

Podstawowe

Osobowość

Za fabuły

Awatar użytkownika
7
lat
185
cm
Skoki
Duży Sport
Po krótkiej przerwie zagalopował, ale na prawą nogę. Wykonał to przejście całkiem poprawnie, będąc już na tym etapie, że oszczędzał siły do skoków, które przecież nie mogły być ekonomiczne w jego wykonaniu, no gdzie. Naprowadzony na stacjonatę 1 oczywiście chciał mocniej wyciągnąć do niej, nie radząc sobie z ekscytacją przed skokiem. Finalnie tego nie zrobił, zważywszy na działanie dosiadu mężczyzny, więc ogierowi pozostało tylko podejście do przeszkody i oddanie skoku. Już nawet po pozostawianych zapasach dało się zauważyć, że szybciej się męczył - nie było to już widowiskowe pół metra, tylko kilkanaście centymetrów. Po miękkim wylądowaniu ruszył dalej, by znowu stawić czoła linii 7-6, która przysparzała im dzisiaj tyle problemów. Pierwszy skok znowu odbył się bez kłótni między ich dwójką, w przeciwieństwie do kolejnego, gdy Salvatore znowu przedwcześnie się odbił. Ponadto, prawdopodobnie przypadkowo zrobił to na tyle słabo, by tylnymi nogami strącić jeden z drągów. Stulił uszy w złości, gdy usłyszał dźwięk spadającego drążka, który zdecydowanie był jego znienawidzonym. Po Oliverze może i spływało to jak woda po kaczce, ale dla siwego był to błąd karygodny, pod wpływem którego podrzucił raz głową nerwowo.
Żwawo, chociaż trochę sztywno galopując, natrafił na potrójny szereg, teraz z drugiej strony. Podniósł łeb i przyjrzał się pierwszej przeszkodzie, oceniając jej wysokość i miejsce odbicia. Zgrabnie wykonał kolejno trzy skoki, w dystansach mieszcząc określoną ilość foule bez ich urywania. Przy ostatnim okserze znowu zdecydował się poprawić zadem, jakby nie ufał sobie po ostatniej zrzutce i za żadne skarby nie pozwalał na powtórkę z rozrywki. Po takiej ilości skoków był już porządnie spocony i zasapany, ale Oliver mógł być pewien, że siwy chętnie wykonałby jeszcze kilka podobnych. Wróciwszy na pierwszy ślad, wyjątkowo chętnie zszedł na dół z głową, rozluźniając górną linię i uspokajając odrobinę nerwy. Wkrótce zwolnił do kłusa, gdzie najlepszą nagrodą było żucie z ręki, gdy mógł już całkiem wrzucić na luz. Zmęczenie było dotkliwe, ale dla Salvatore tak cholernie spełniające, że przez resztę rozstępowania zachowywał się już jak aniołek. Pod koniec stępa rozleniwił się już i nawet na własną rękę zatrzymał się w pewnym momencie, by podrapać się o nogę, bo ogłowie zaczynało mu przeszkadzać w zapoconych, swędzących miejscach.
Po mniej lub bardziej udanym treningu (zależnym od perspektywy...) wrócił do stajni, gdzie został w pełni wypieszczony i wykochany. <3

/zt
Mów mi Ola. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 49825838 lub Discorda alek#7308. Piszę w 3 osobie czasu przeszłego.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: -.

Podstawowe

Osobowość

Likes & dislikes

Za fabuły

Dla użytkownika

Odpowiedz