Awatar użytkownika
24
lat
166
cm
baristka w Starbucksie
Pracownicy Usług
Uwaga. Ten post zawiera: samookaleczanie.

Powrót do domu był trudniejszy niż sądziła. Emocje, które wciąż z niej nie schodziły, utrudniały również odnalezienie drogi do domu, którą przecież tak dobrze znała. Mimo to nie skorzystała z pomocy ubera czy komunikacji miejskiej, ale w jej mieszkaniu wcale nie było lepiej. Na całe szczęście Aiden był jeszcze w pracy i nie napotkał jej w takim stanie, którego chyba nikt nie powinien widzieć. Liczyła, że u siebie uda jej się szybciej pozbierać, ale było jeszcze gorzej.

Dopiero teraz doszło do niej to, co miało miejsce. Niemal od razu dostała ataku paniki. Nagły epizod najpierw objawił się brakiem tchu w piersi i silnym kołataniem serca, po którym nagle zaczęło boleć ją całe ciało. Mogłaby przysiąc, że w tym momencie umiera, za czym stało silne poczucie derealizacji i lęku, co było prawdopodobnie najbardziej przerażającym uczuciem, jakiego od dawna nie czuła. Biorąc głębokie hausty powietrza, ledwo walcząc o kolejny wdech, również przez kolejną falę płaczu, poszła od łazienki, przez nadmierne pocenie się chcąc tylko schłodzić się wodą. Niestety, nie przewidziała tego, że w tych emocjach widok swojej własnej łazienki i wanny przyniesie jeszcze gorsze wspomnienia, które były wisienką na torcie w całym tym chaosie.

Została sama. Nie miała już Tonego, który wtedy uratował jej życie; tego samego Tonego, który teraz w jej oczach był nikim innym niż kryminalistą. Jak mogła być tak głupia? Tak naiwna, tak ślepa, tak... zakochana. Wydawało jej się, że ten tępy ból w klatce piersiowej jest tylko kolejnym symptomem ataku i reakcją ciała, które próbowało wmówić jej, że zaraz dostanie zawału. Skończyła na podłodze, siadając oparta plecami o drzwi i chowając głowę między kolanami w trakcie walki o tlen, podczas gdy po policzkach spływały kolejne łzy. Myśl o tym, jak bardzo Tony ją oszukał i jak bardzo czuła się przez niego skrzywdzona, nie opuszczała jej ani na chwilę, przez co miała wrażenie, że zaraz oszaleje. Nie potrafiła się uspokoić sama, zawsze miała od tego przy sobie Tonego, bez którego teraz czuła się zupełnie bezradna i bezbronna.

Nie wiedziała, ile czasu spędziła na podłodze w łazience. W pewnym momencie nie miała już czym płakać, bo była aż tak odwodniona. Atak paniki prędzej czy później przeszedł, ale Holly dalej nie miała siły na to, żeby się stamtąd ruszyć. Podniosła jedynie głową, którą oparła brodą o kolana, wpatrując się w wannę. Różne pomysły przeszły jej przez głowę, żaden z nich nie był dobry - podobnie jak Tonego, który w tym czasie toczył podobną walkę. Psychiczny ból był tak mocny, że nie umiała sobie z nim poradzić. Nie mogła wytrzymać ani chwili dłużej, musiała to w jakiś sposób uciszyć, a opcji miała naprawdę niewiele...

Wraz z jej ostatnią próbą samobójczą pozbyła się wszystkich żyletek, zapewne za prośbą Tonego. Ledwo zwlekła się z podłogi, żeby przeszukać swoją kosmetyczkę, w której znalazła nowy wkład do maszynki do golenia. Wyciągnięcie jednego z ostrz kosztowało ją pocięte opuszki palców, ale nie zwracała na to uwagi. Dawno obiecała Tonemu, że nigdy więcej nie zrobi sobie krzywdy, ale czy miało to jakiekolwiek znaczenie w obliczu ostatnich wydarzeń? Ból, który pojawił się przy kolejnym nacinaniu skóry, działał bardziej jak placebo, uciszając ból psychiczny, który wciąż nie znikał. Dla Holly było to wystarczające, ale uważała też na głębokość nacięć, mimo że w pierwszej kolejności chciała zrobić dokładnie to, co dwa lata temu. Widok krwi zdawał się mieć dla niej jakieś chore, terapeutyczne działanie, bo uspokoiła się - przynajmniej z pozoru.

Przeszkodził jej powrót Aidena do domu oraz miauczenie głodnego kota, którego wcześniej zignorowała. Przeklęła pod nosem, zawinęła żyletkę w papier i schowała, podobnie postępując ze świeżymi ranami, by nie brudzić ubrań. Działała w pośpiechu, zupełnie jakby miał ją przyłapać, mimo że raczej nie zamierzał wchodzić jej do łazienki. Słuchając go po krokach, wyczuła moment, kiedy zamknął się w swoim pokoju, by czmychnąć wtedy do własnej sypialni, po drodze zahaczając o kuchnię, gdzie znajdowała się apteczka. Już u siebie zabandażowała nadgarstki porządniej, po czym już zupełnie opadła z sił i położyła się do łóżka. Sen nie miał przyjść szybko, bo w głowie wciąż rozkładała wszystko na czynniki pierwsze, ale przynajmniej opanowała płacz i lęk, po których pozostała wyłącznie pustka.

@Jolene Earnshaw
Mów mi Ola. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 49825838 lub Discorda alek#7308. Piszę w 3 osobie czasu przeszłego. Wątkom +18 mówię tak proszę.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: seks, myśli samobójcze, samookaleczenie, wulgaryzmy, zaburzenia odżywiania.

Podstawowe

Osobowość

Likes & dislikes

Za fabuły

Eventy

Dla użytkownika

Jolene Earnshaw
Awatar użytkownika
23
lat
172
cm
Policjant w Sussex Police
Nowi Zasobni Pracownicy
Jeszcze godzinę temu zrobiłaby wszystko żeby tu być, ale w tym momencie, całkiem wbrew twardej powierzchowności, zabrakło jej odwagi. Zatrzymała się z dłonią tuż nad klamką, wzięła głęboki wdech i jeszcze zanim zrobiła cokolwiek, wycofała się dwa kroki, usiadła na schodach, a później zamknęła oczy, próbując odepchnąć od siebie obraz zakrwawionej wanny sprzed dwóch lat. Trzęsły jej się wilgotne dłonie, ale wbrew wszystkim próbom przywołania się do porządku, odnosiła wrażenie, że zwyczajnie zaczyna tchórzyć. Interwencja u Tonego odarła ją z całego pancerza. Czuła się tak, jakby jedno słowo mogło doprowadzić ją do niekontrolowanego szlochu, nie wspominając o obrazie jaki mogła zastać po wejściu do mieszkania przyjaciółki. Jeśli naprawdę tam leżała, liczyła się każda minuta. Momentalnie podeszła do drzwi, zapukała kilkakrotnie, gotowa nacisnąć na klamkę jeśli nie otrzyma odpowiedzi. Na szczęście niedługo później otworzył jasnowłosy chłopak, którego Holly przywołała kiedyś podczas jakiejś rozmowy. Z mglistych wspomnień wynikało, że to jej współlokator, dlatego w chwilę później Jolene wyprostowała się i lekko odchrząknęła, w chwilę później uzmysławiając sobie, że w panice zapomniała o zmianie stroju. Stała przed obcym, zaskoczonym człowiekiem w mundurze policyjnym, nie do końca wiedząc jak odnieść się do zaistniałej sytuacji. Nie chciała zresztą zdradzać potencjalnej złej kondycji Duke, dlatego podrapała się zaraz z tyłu głowy w zakłopotaniu i uśmiechnęła sztucznie. W tym momencie wypadało być w miarę miłą.
- Hej. Jest Holly? – Wydukała, czując jak ze stresu ściska jej się gardło. Dopiero teraz uzmysłowiła sobie, że gdyby Czerwonowłosej nie było w domu, właściwie nie wiedziałaby gdzie szukać, a to była kolejna prowokacja zmęczonej psychiki do kolejnych, strasznych wizji. Na szczęście nie czekała długo na odpowiedź, przekroczyła próg mieszkania, niemal od razu ruszając do pokoju Holly. Tym razem nieco ciszej zapukała do jej drzwi, a później z nienaturalnym spokojem przekroczyła próg. Holly leżała w łóżku blada i napuchnięta od płaczu, miała lekko rozczochrane włosy oraz czerwone oczy. Momentalnie w klatce piersiowej Jolene pojawiło się współczucie silnie zespolone z troską. Podeszła dwa kroki bliżej, ukucnęła przy łóżku, a później upewniając się, że dziewczyna nie zdążyła zasnąć, założyła jej kosmyk włosów za ucho.
- Wiem o Tonym – Wyszeptała, starając się nie zdradzać zbyt wielu szczegółów. Nie umiała wyobrazić sobie reakcji dziewczyny na wiadomość o stanie psychicznym Wayforda. Nie chciała jej tym obarczać ani wpędzać w poczucie winy, jednocześnie nie umiejąc wytłumaczyć skąd wie o ich rozstaniu. Wolała to wszystko po prostu przemilczeć żeby samej nie ryknąć głośnym płaczem, na który ponownie zbierało jej się bez litości. Zamiast tego, czuła, że nie powinna mówić nic, dopóki Duke sama nie zacznie tematu. Delikatnie głaskała ją po ramieniu na znak wsparcia, starając się odciąć od swoich własnych myśli. Wewnątrz kruszyła się jeszcze bardziej, wszystkie bariery opadały i słabły, ale tak długo jak mogła milczeć, odnosiła wrażenie, że panuje nad swoim wyrazem twarzy. Poza ogólnie złą kondycją fizyczną i bladą skórą, sprawiała wrażenie takiej samej osoby jaką była jeszcze przed odkryciem prawdy. Miała stoicki wyraz twarzy, na którym od czasu do czasu pojawiał się cień troski.
@Holly Duke
Mów mi Jolka. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 46417663 lub Discorda Hayley#9914. Piszę w trzeciej osobie czasu przeszłego. Wątkom +18 mówię być może.
Szukam znajomych z policji i studiów.
Uwaga, moje posty mogą zawierać:
wulgarny język, przemoc seksualna, samobójstwo
.

Podstawowe

Za fabuły

Awatar użytkownika
24
lat
166
cm
baristka w Starbucksie
Pracownicy Usług

Od momentu wejścia do łóżka, w którym zakopała się, jakby kołdra miała uchronić ją przed całym złem świata, czas zdawał się stać w miejscu. Tak jak w domu Tonego wszystko działo się z zatrważającą szybkością, przez co Holly nie zauważyła nawet momentu, kiedy całe jej życie zostało zrujnowane, tak teraz miała wrażenie, że wskazówki zegary nie drgnęły od kilkunastu godzin. W rzeczywistości nie minęło wiele ponad dwie godziny od powrotu do swojego domu, który był tak cholernie pusty. Nawet pościel wciąż zdawała się pachnieć jego zapachem, zupełnie jakby również we własnym pokoju nie mogła przed nim uciec.

Chyba nie usłyszała pukania do drzwi wejściowych. Zresztą, prawdopodobnie gdyby usłyszała, to nie zamierzała wychodzić komukolwiek otwierać. Jolene miała to szczęście, że Aiden wrócił stosunkowo niedawno i mógł jej otworzyć drzwi, których Holly nie zamknęła za sobą, mimo że nie mieszkała w bezpiecznej okolicy. Nie zareagowała także na tę krótką wymianę zdań na korytarzu, wciąż wgapiona w jeden punkt na ścianie. Chciałaby zasnąć, ale nie potrafiła. Nie miała odwagi brać leków uspokajających, bo po prostu sobie nie ufała. Już raz sobie zaszkodziła, czy teraz powstrzymałaby się przed jeszcze gorszą decyzją?

Nie odpowiedziała nawet na pukanie do swojego pokoju, które już musiała zauważyć. Spodziewała się, że to pewnie Aiden chciał o coś zapytać, nie będąc świadomym tego małego koszmaru, który Holly przeżywała ścianę obok. Przybycie Jolene, tym bardziej w mundurze, powinno ją zaskoczyć, w jakikolwiek sposób poruszyć. W tym wszystkim zapomniała, że przecież jej przyjaciółka pracowała w policji i z łatwością mogła wsadzić Tonego za kratki. Odebrać Holly jakąkolwiek nadzieję na naprawienie tego wszystkiego, mimo że zdawała się zupełnie stracić nadzieję. Przecież to Jolene była równie poszkodowana w całej tej popapranej sytuacji, co Holly. Zdradzona w taki sam, jeśli nie gorszy sposób. Nie potrafiła sobie nawet wyobrazić tego, co tamta czuła, jak wielkie obrzydzenie musiała czuć do Tonego.

Tymczasem Holly nie poczuła nic. Pustka, która ją wypełniła od zrobienia sobie krzywdy, była w pewien sposób terapeutyczna, ale z drugiej strony nie mogła znaczyć nic dobrego. Ledwo powieka jej drgnęła, kiedy przyjaciółka wspomniała o nim. Nie przeniosła na nią spojrzenia, które nie drgnęło ani o milimetr, zupełnie jakby była sparaliżowana. Jedynie subtelne zaciśnięcie palców na kołdrze mogło świadczyć o tym, że - przynajmniej fizycznie - była zdrowa.

Co to znaczyło, że wiedziała o Tonym? Czy on jednak zadzwonił na policję, kiedy tylko przekroczyła próg jego domu? Co w ogóle z nim się teraz działo? Czy dobrze postąpiła, zostawiając go na pastwę losu w takim stanie?

Powiedzieć o Holly, że była zdewastowana, zniszczona, to jakby nic nie powiedzieć. Mało tego, po jej postawie można było wywnioskować, że była bezsilna. Poddała się. Straciła wiarę w siebie, w niego, w to, czy komukolwiek jeszcze zaufa. Może tak naprawdę zasługiwała na samotność? Tyle czasu zajęło jej wmówienie sobie, że też zasługuje na szczęście i miłość, a teraz znowu czuła się niewarta niczego. Nawet teraz, kiedy powinna odnieść się do tego, jak czuła się Jolene, to odczuwała taką obojętność, że nie potrafiła chociażby udawać przejęcia czy żadnej innej emocji.

- Miałaś rację - powiedziała nagle, pustym, słabym głosem. Zważywszy na jej charakter, przyznawanie komuś innemu racji było dla niej jak przypalanie gorącym żelazem. - Że nie powinnam się z nim nigdy więcej spotykać - wyjaśniła po chwili, mając problemy już z wysławianiem się. Wciąż pamiętała to, jak Jolene kręciła nosem, kiedy te dwa lata między nimi znowu pojawiło się uczucie. Wyparła z głowy to, że największym obciążeniem wtedy było jego małżeństwo i rozwód, które teraz wydawały jej się być zupełną błahostką.

@Jolene Earnshaw
Mów mi Ola. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 49825838 lub Discorda alek#7308. Piszę w 3 osobie czasu przeszłego. Wątkom +18 mówię tak proszę.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: seks, myśli samobójcze, samookaleczenie, wulgaryzmy, zaburzenia odżywiania.

Podstawowe

Osobowość

Likes & dislikes

Za fabuły

Eventy

Dla użytkownika

Jolene Earnshaw
Awatar użytkownika
23
lat
172
cm
Policjant w Sussex Police
Nowi Zasobni Pracownicy

Zabrakło jej odwagi żeby rozmawiać z Holly twarzą w twarz. Ślęcząc na kolanach tuż przy łóżku, czuła jak ogarnia ją niemal całkowita bezradność kiedy, na dobrą sprawę, nawet nie wiedziała co powinna jej teraz powiedzieć. Pustka ogarnęła ją bez ostrzeżenia. Taka silna, przejmująca pustka, która nie dawała nawet cienia szans na dobrą odpowiedź. Mogłaby, owszem, wygłosić jej kazanie pod tytułem „a nie mówiłam”, ale to przecież nie Holly dała się oszukać jak naiwne dziecko. Mogła ponosić odpowiedzialność za nieodpowiednie wybory, rozbicie związku albo zwyczajnie zły gust, ale za nic więcej. Nie miała prawa wychwycić żadnych przesłanek kłamstwa, bo nawet Jolene nie wprowadziła jej tak głęboko w swoją przeszłość żeby opowiedzieć o Genevieve.
- Wiem – Szepnęła w końcu, odwracając się tyłem. Oparła plecy o miękkie posłanie, na którym leżała przyjaciółka i odwróciła głowę w stronę okna, jakby w jakiś sposób miało pomóc jej to w odsunięciu od siebie depresyjnych myśli.
- Najgorsze jest to, że...on chyba serio... – Z wyraźnym trudem konstruowała swoją wypowiedź, jakby każdy mięsień w ciele odmawiał rozmów o uczuciach. Zwłaszcza takich uczuciach, w których sama Jolene nie miała zbyt dużego doświadczenia, a wszystkie wnioski mogły być nietrafione i proste. Może nawet za proste jak na sytuację, w której się znaleźli.
- W sensie...chodzi mi o to, że ja widziałam go wtedy, kiedy pocięłaś się w tej wannie – Wyrzuciła z siebie szybko, starając się nie pozwolić strunom głosowym na niekontrolowane drżenie. A mimo tego brzmiała tak, jakby zaraz miała zwyczajnie popłakać się na tej podłodze i nie potrafiła zapanować nad ciężarem jaki ciążył jej w klatce piersiowej.
- ...jemu chyba serio na tobie zależy. Albo... wtedy zależało – wydukała w końcu, czując jak w głowie zbierają się wątpliwości. Cały stosunek jaki żywiła do Tonego, oscylował gdzieś pomiędzy skrajną nienawiścią, a nostalgią. Kiedy była tak daleko, coraz częściej łapała się na tym, że z niewiadomych powodów tworzyła dwa zupełnie różne obrazy Wayforda, jakby Tony z przeszłości nie miał nic wspólnego z Tonym z teraźniejszości. To była chyba reakcja obronna organizmu, dzięki której mogła znieść świadomość, że zaprzyjaźniła się z oprawcą własnej siostry. Kiedy uzmysławiała sobie, że myśli w ten sposób znowu zalewała ją fala nienawiści i pogardy, paradoksalnie, wymierzona w samą siebie.
- Chyba, że to wszystko było tylko kłamstwem. Nie wiem jak daleko może się posunąć... – Rzuciła rozgoryczona, katując się coraz bardziej. Powinna wziąć go dzisiaj na komisariat, a później wyciągnąć wszystkie zeznania dotyczące Genevieve. Poznałaby wreszcie przeszłość, zrozumiała co się stało, nie musiałaby sklejać tych wszystkich strzępków informacji w jedną, skomplikowaną i kompletnie nielogiczną całość. Powinna go aresztować. Cholera, powinna i właśnie uświadomiła sobie ogrom swojego błędu. A może wcale nie...

Miała wrażenie, że eksploduje jej głowa. Myśli ciągle dręczyły nieustępliwie, a pod powiekami pojawiło się cholernie silne szczypanie. Nie miała zamiaru teraz płakać. Zacisnęła zęby, zamrugała szybko, a później przeczesała dłonią włosy. Na czym tak właściwie stały? Czy ten kruchy lód mógł jeszcze utrzymać jej sylwetkę czy to już było powolne, skazane na porażkę podtapianie? Odetchnęła.
- To już koniec? – Zapytała w końcu, niedokładnie wiedząc jakiej odpowiedzi oczekuje. Ta dziecięca, naiwna cząstka Jolene, miała jeszcze nadzieję na kompletnie niemożliwy powrót do przeszłości.

@Holly Duke
Mów mi Jolka. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 46417663 lub Discorda Hayley#9914. Piszę w trzeciej osobie czasu przeszłego. Wątkom +18 mówię być może.
Szukam znajomych z policji i studiów.
Uwaga, moje posty mogą zawierać:
wulgarny język, przemoc seksualna, samobójstwo
.

Podstawowe

Za fabuły

Awatar użytkownika
24
lat
166
cm
baristka w Starbucksie
Pracownicy Usług

Prawdopodobnie gdyby teraz mimo wszystko Jolene zdecydowała się na zrobienie jej wykładu o wydźwięku "a nie mówiłam", to Holly wyjątkowo przyznałaby jej rację. Albo w ogóle nic nie powiedziała, co było nawet bardziej prawdopodobne. Czuła się jak skończona idiotka, dając się po raz kolejny uwikłać w jego manipulacje, mimo ostrzeżeń od przyjaciółki. Na ogół nie brała sobie do serca niczyich porad, woląc chodzić swoimi ścieżkami według własnych przeczuć, ale teraz wyjątkowo się na tym nacięła. Po raz kolejny przekonała się, że nigdy nie może mieć w czymś racji i podjąć dobrej decyzji, która nikomu by nie zaszkodziła.

Nie zadrgała jej nawet powieka, kiedy brunetka wspomniała o jej ostatniej próbie samobójczej, która na ogół wiązała się dla niej z trudnymi wspomnieniami. Nie chciała jej nawet wspominać o tym, że te wszystkie myśli znowu do niej wróciły, z kilkukrotnie większą siłą. Bardziej zabolało ją to, co powiedziała. Do tej pory próbowała sobie wmówić, że to Tony ją zmanipulował i wmówił, że naprawdę ją kocha, żeby w jakiś chory sposób wykorzystać po raz kolejny. Kiedy teraz Jolene przyznała, że naprawdę mu zależało, szczególnie w tamtym trudnym okresie, miała wrażenie, że jej serce jeszcze bardziej się rozpadło na kawałki, mimo że wydawało się to już niemożliwe. Mając namacalny dowód tego, że nie uroiła sobie jego miłości i troski, już w ogóle nie mogła poukładać swoich myśli. Serce, oczywiście, wciąż po części przemawiało na jego korzyść, bo przecież nie przestała go kochać z minuty na minutę. W dalszym ciągu darzyła go mocnym uczuciem, którego nie potrafiła teraz nazwać. Wmawiała sobie, że to nienawiść, ale z tyłu głowy wątpliwości jej nie opuszczały.

- On nie ma żadnych hamulców - chciała wierzyć, że ostatnie miesiące były szczęśliwe naprawdę, a nie tylko kolejnym stekiem kłamstw Tonego. Że naprawdę ją kochał, że chciał jej dobra, że się zmienił... ale nie potrafiła w to uwierzyć, bo nie wiedziała już, które jego słowa były prawdziwe. Czy w ogóle którekolwiek były mówione szczerze? - Powinien się wtedy spóźnić - powiedziała nagle, bez zastanowienia. Czy jej śmierć cokolwiek by zmieniła? Jolene prędzej czy później poznałaby prawdę, ale być może nie zabolałoby jej to tak bardzo bez Holly. Tony prawdopodobnie wróciłby do normalności, a Holly nie musiałaby przeżywać tego koszmaru, z którym zmagała się teraz. Była wyjątkowo egoistyczna, myśląc teraz wyłącznie o sobie, ale nie radziła już sobie z tym ciężarem, który zupełnie znienacka zrzucono na jej barki.

Na pytanie Jolene nie odpowiedziała od razu. Nie znała nawet odpowiedzi na nie. Wychodząc z mieszkania Tonego, nie myślała o tym ani przez chwilę. Chciała w pierwszej kolejności odetchnąć, uspokoić się; nie myślała, że z innej perspektywy mogło to wyglądać niejednoznacznie. Przecież nie powiedziała nic takiego, nie zatrzasnęła za sobą drzwi po jakiejś wielkiej kłótni, nie zakończyli tego oficjalnie. Z drugiej strony czy w tej sytuacji dało się zobaczyć jakąkolwiek wspólną przyszłość? Chyba samo to poznanie prawdy powinno ostatecznie zakończyć wszystko, co ich łączyło; tak przynajmniej mówił zdrowy rozsądek.

Jednocześnie to pytanie przyjaciółki sprawiło, że do Holly wreszcie dotarło, że to naprawdę mógł być koniec. Więcej nie zobaczy się z Tonym, z którym jeszcze wczoraj spędzała beztrosko czas, starając się nie zwracać uwagi na to, że coś męczyło go od dłuższego czasu. Zostanie sama, dokładnie jak w Liverpoolu czy po powrocie do Eastbourne. To właśnie wtedy czuła się najbardziej samotna, chociaż otaczała się obcymi ludźmi. Myśl o tym, że straciła swoją pierwszą i możliwe, że jedyną miłość, przywołała ostatnią łzę, która powoli spłynęła po policzku Holly, zostawiając za sobą mokry ślad. Jolene nie otrzymała żadnej odpowiedzi, ale już milczenie było wystarczająco wymowne. Holly sama nie wiedziała, na czym teraz stoi i czy w ogóle wyobraża sobie życie bez niego.

@Jolene Earnshaw
Mów mi Ola. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 49825838 lub Discorda alek#7308. Piszę w 3 osobie czasu przeszłego. Wątkom +18 mówię tak proszę.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: seks, myśli samobójcze, samookaleczenie, wulgaryzmy, zaburzenia odżywiania.

Podstawowe

Osobowość

Likes & dislikes

Za fabuły

Eventy

Dla użytkownika

Jolene Earnshaw
Awatar użytkownika
23
lat
172
cm
Policjant w Sussex Police
Nowi Zasobni Pracownicy

Nie poruszyła się nawet o milimetr, jakby w ogóle nie dotarł do niej sens słów Holly. Długo milczała, skupiając uwagę na nieprzyjemnym dreszczu wzdłuż kręgosłupa i czekała aż ten straszny lęk chociaż na chwilę opuści jej ciało. Nie mogła odeprzeć myśli, że rozmawiają po raz ostatni, a to dosłownie paraliżowało każdy nerw wyczerpanego organizmu. Myśli hulały po głowie, aż w końcu na wierzch wybiła się ta jedna, najbardziej natrętna, szepcząca maniakalnie, że decyzja została podjęta już dawno temu bez udziału Jolene. Wtedy, w tej cholernie zakrwawionej łazience. Zaschło jej w gardle.
- Kur...wa... – szepnęła na tyle cicho, że sama siebie ledwo słyszała. Głos miała słaby i roztrzęsiony tak bardzo, że to jedno, króciutkie słowo musiała podzielić na dwoje. Nerwowo zaczesała włosy do tyłu, wstała niespokojnie, a później podeszła do tego samego okna, w które z taką mocą wpatrywała się jeszcze przed chwilą. Jakaś granica właśnie puściła. Łzy zatoczyły koła na policzkach i nawet usilne mruganie nie pomogło w opanowaniu tych wszystkich emocji. Jak ona mogła...?

Jak mogła mówić jej to wszystko znając historię Genevieve? Wiedząc jak bardzo odbiło się to na psychice Jolene? Dlaczego nawet teraz, ani przez chwilę nie próbowała zrozumieć? Płacz jeszcze bardziej szarpnął jej ciałem, aż w końcu zorientowała się, że kompletnie poległa. Zamiast być oparciem dla Holly, przyszła tutaj tylko po to żeby obarczyć ją swoim problemem, wyjąc kompletnie bez kontroli.
- Co wy macie z tymi samobójstwami? – Warknęła przez zęby, po cichu licząc, że Duke nie zdecyduje się teraz do niej podejść. Nie byłaby w stanie przyjąć jej wsparcia ze świadomością, że kompletnie się dla niej nie liczy. Ani ona, ani Tony. Bo przecież najłatwiej było się zabić i po prostu zrzucić swój ból na innych. Pomyślała o tym w ogóle? A może była po prostu jak wszyscy i to tylko Jolene miała coś z głową licząc na jakiekolwiek szczere relacje w swoim życiu. Na coś, co pozwoliłoby jej podzielić ten ból z kimkolwiek i chociaż na chwilę zapomnieć. Zacisnęła zęby. Weź się w garść! Nic. Kompletny brak reakcji. Weź się, kurwa, w garść!

@Holly Duke
Mów mi Jolka. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 46417663 lub Discorda Hayley#9914. Piszę w trzeciej osobie czasu przeszłego. Wątkom +18 mówię być może.
Szukam znajomych z policji i studiów.
Uwaga, moje posty mogą zawierać:
wulgarny język, przemoc seksualna, samobójstwo
.

Podstawowe

Za fabuły

Awatar użytkownika
24
lat
166
cm
baristka w Starbucksie
Pracownicy Usług

Zupełnie nie spodziewała się tego, jak Jolene zareaguje na jej słowa. Mimo to nie zareagowała, nawet nie podążając za nią wzrokiem, który wciąż miała wbity w martwy punkt. Marazm i ogólne rozgoryczenie zapanowało nad jej ciałem do tego stopnia, że nie potrafiła zareagować na płacz przyjaciółki. Miała wrażenie, jakby to wszystko działo się obok, a ona była tylko obserwatorem. Wiedziała, że powinna jej teraz okazać wsparcie, próbować wmówić, że wcale nie miała tego na myśli, ale nie potrafiła. Brakowało jej sił na to, by kolejny raz się bronić, poddała się. Jeśli Jolene miała ją za to zostawić, to trudno. Nie ona pierwsza i nie ostatnia, prędzej czy później wszyscy ją zostawiali. Chyba naprawdę nie potrafiła z nikim nawiązać bliższej relacji, bo prędzej czy później coś niszczyła.

Jednocześnie zabolało ją to, że została tak niezrozumiana. Wspominając o tamtym wydarzeniu w taki sposób, nie miała w intencjach zapowiadania powtórki z rozrywki. Owszem, myśli samobójcze towarzyszyły jej od powrotu do domu, ale również to teraz kosztowało ją zbyt wiele wysiłku. Najlepiej już nigdy by nie wyszła z tego łóżka, bo i tak nic innego nie wydawało jej się sensowne. Przy tym wszystkim ubodło ją to, w jaki sposób przyjaciółka umniejszyła cały jej problem. Może gdyby była w lepszej formie, to w jakiś sposób by się odgryzła, wyjaśniła swoje spojrzenie. Oczywiście, że współczuła jej i jej siostrze, ale czy to musiało oznaczać, że teraz sama musiała się męczyć ze swoim bólem? Nie widziała dla siebie innego wyjścia. Przez ostatnie miesiące niemalże uzależniła się od Tonego do tego stopnia, że teraz nie potrafiła ani nawet nie chciała wyobrażać sobie życia bez niego. Było to egoistyczne, ale nie dbała o to. Martwą mogli równie dobrze nienawidzić, nie miało to wtedy żadnego znaczenia.

Między nimi znowu zapadła długa, nieznośna cisza. Nie umiała znaleźć żadnych słów, by ją przerwać i nie zależało jej na tym. Jedyne, czego chciała, to zostać sama, na co Jolene zapewne i tak nie miała jej pozwolić, w obawie o zamiary kobiety. - Myślisz, że to takie proste? Że zapomnę o nim ot tak, kiedy jeszcze wczoraj planowałam z nim przyszłość? Udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy nic nie jest w porządku? - Zaczęła słabo, pomijając już to, ile ją kosztowało, by wreszcie wyjawić mu swoje uczucia. Przerażały ją jak nic innego i wiele razy próbowała zwalczyć ten lęk, bezskutecznie. Przez to nie potrafiła tak po prostu go przekreślić i udawać, że niczego między nimi nie było. Zresztą Jola powinna pamiętać rozmowę z Holly jeszcze przed jej próbą samobójczą, gdy już wtedy, nawet po tylu latach, nie pogodziła się ze stratą. Teraz było tylko gorzej.

@Jolene Earnshaw
Mów mi Ola. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 49825838 lub Discorda alek#7308. Piszę w 3 osobie czasu przeszłego. Wątkom +18 mówię tak proszę.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: seks, myśli samobójcze, samookaleczenie, wulgaryzmy, zaburzenia odżywiania.

Podstawowe

Osobowość

Likes & dislikes

Za fabuły

Eventy

Dla użytkownika

Jolene Earnshaw
Awatar użytkownika
23
lat
172
cm
Policjant w Sussex Police
Nowi Zasobni Pracownicy

Nie rycz! Nie rycz, do cholery! Do pionu próbowało sprowadzić ją tych kilka trzeźwych myśli, wiązanek przekleństw rzucanych naprzemiennie i w nad wyraz barwnych konfiguracjach, ale na darmo. Cały czas zaciskała zęby, ocierała policzki rękawami, bez ustanku pociągała nosem i chyba nawet skubała paznokcie tylko po to żeby zająć czymś dłonie. Szloch nie chciał ustąpić. Wzmagał się cały czas. Wszystkie emocje dzisiejszego dnia wreszcie znalazły ujście, nawet wtedy, kiedy relacja z Holly znowu sypała się jak domek z kart. Miała już dosyć tych wszystkich, chorych nieporozumień, dlatego kiedy Holly podniosła głos, usta Jolene rozszerzyły się w niemym pytaniu „co, kurwa?”.
- Za kogo ty mnie masz? – Nie umiała inaczej. Atakowana niemal od razu przyjmowała pozycję obronną, nawet nie wiedząc jak mogłaby wybrnąć z sytuacji po dobroci. Zamiast tego zachowywała się jak poranione zwierzę, które desperacko próbując się bronić, samo sobie zadawało jeszcze większe rany.
- Serio myślisz, że oczekuję od ciebie żebyś o nim zapomniała? Albo miała kompletnie wyjebane na to że trafił do psychiatryka? – wodnisty katar utrudniał mówienie i oddychanie przez co robiła pauzy w nieodpowiednich momentach. Wbrew pozorom nie to miała na myśli, ale przecież nic takiego nie padło z jej ust. To Holly włożyła w nie coś, o czym Jolene ani przez chwilę nie pomyślała, bo zwyczajnie byłoby to hipokryzją.
- Rób sobie z nim co chcesz! Jak ci tak pasuje to go zostaw, jak nie to sobie to wyjaśnijcie i się zejdźcie… ja mam to w du... – ugryzła się w język. Dla odmiany ona chciała wyjaśnić Holly co miała na myśli, jednocześnie nie do końca wiedząc jak należy zrobić to w cywilizowany sposób.
- Ja nie będę ingerować w twoje decyzje... – dokończyła całkiem szczerze, bardzo pilnując swojej ekspresji. Cały czas ciekło jej po policzkach, wszystkie mięśnie trzęsły się jak wielka galaretka, a dłonie pociły się i błądziły gdzieś wokół ciała, upierdliwie nie mogąc znaleźć nic, czym mogłyby zająć się na dłużej. Mimo wszystko wzięła głębszy oddech, przymknęła oczy, a później wbiła wzrok w sylwetkę przyjaciółki.
- Tylko przysięgnij mi, że się nie zabijesz przez tego chuja. Ani w ogóle przez nic...- Nie odważyła się powiedzieć niczego więcej, nawet jeśli tak bardzo chciała wyrazić wszystko, co czuła wobec Holly. A czuła tak wiele, że dzisiaj podczas interwencji w domu Wayforda niemal odeszła od zmysłów.

@Holly Duke
Mów mi Jolka. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 46417663 lub Discorda Hayley#9914. Piszę w trzeciej osobie czasu przeszłego. Wątkom +18 mówię być może.
Szukam znajomych z policji i studiów.
Uwaga, moje posty mogą zawierać:
wulgarny język, przemoc seksualna, samobójstwo
.

Podstawowe

Za fabuły

Awatar użytkownika
24
lat
166
cm
baristka w Starbucksie
Pracownicy Usług

Miała wrażenie, że płacz Jolene wżerał jej się w mózg i odbijał echem po czaszce. Powinna jakoś ją pocieszyć, uspokoić, zapewnić wsparcie, ale nie umiała. Wciąż ani drgnęła w swoim łóżku, w milczeniu wysłuchując jej pociągania nosem, które coraz bardziej jej wchodziło na łeb. Sama już tyle wypłakała, że chyba nie była w stanie uronić więcej łez, ale wcale nie wydawała się przez to spokojniejsza. Bardziej... wypalona. Chyba naprawdę się już poddała i była wypalona, bo nie przejęła się atakującym tonem przyjaciółki. Nie pierwszy i nie ostatni raz nie mogły się dogadać, ale o dziwo zawsze w jakiś sposób krążyło to wokół niej i Tonego.

Dopiero jedno zdanie wypowiedziane przez Jolene wyjątkowo przykuło uwagę Holly. Jak to trafił do psychiatryka? Czy popełniła aż tak wielki błąd, zostawiając go samego, mimo że praktycznie błagał ją o to, żeby nie wychodziła? Opuszczając jego mieszkanie, straciła zainteresowanie tym, co się z nim działo, będąc zbyt skupioną na własnym bólu. Pamiętała tylko o tym, że kazała mu zadzwonić po swojego ojca, ale o niczym więcej nie wiedziała. Co takiego zrobił Tony, że trafił w to miejsce? Czy jego ojciec w ogóle dotarł do tego mieszkania? Reszta wypowiedzi nagle przestała mieć jakiekolwiek znaczenie, skupiła się tylko na tej jednej myśli, która była teraz ważniejsza niż cokolwiek. Nawet w zaistniałej sytuacji nie mogła wyzbyć się troski o Tonego, która była u niej już naturalnym gestem.

Zrobiło jej się niedobrze, kiedy zażądała od niej obietnicy, jaką sama parę godzin temu oczekiwała od Tonego. Aż podciągnęła kącik ust w melancholijnym uśmiechu, wywołanym ironią tego. Również nie mogła jej tego obiecać. Nie wiedziała, co zrobi, nie panowała nad sobą. Nic nie było pewne, cały jej nastrój zmieniał się jak w kalejdoskopie. Teraz czuła się w miarę stabilnie, o ile można było tak nazwać pustkę, jaka obezwładniła jej ciało od kiedy zobaczyła krew na dłoniach. Jaką miała pewność, że nie zmieni się to za godzinę, dwie albo na drugi dzień? Choć może to właśnie złożona obietnica miała ostatnią szansę utrzymać ją przy życiu? Wbrew temu, jak traktowała momentami Jolene, to wciąż była jej przyjaciółką i liczyła się z jej zdaniem. - Obiecuję - powiedziała beznamiętnie i chyba bez większego przekonania. Brunetka być może nie chciała jej w to uwierzyć, ale w żaden inny sposób nie mogła jej o tym zapewnić.

- Tony trafił do psychiatryka? - Zapytała w pewnej chwili, zaniepokojona, tonem dziecka, które właśnie dowiedziało się, że tata nie wróci na noc do domu. Ciekawość wygrała, a najwyraźniej Jola była bardziej na ten temat doinformowana od Holly. Nawet jeśli nie chciała mieć z nim nic więcej do czynienia, to chyba zasługiwała na wiedzę o tym, co się z nim teraz działo, skoro po części to ona była temu winna.

@Jolene Earnshaw
Mów mi Ola. Możesz się ze mną skontaktować przez GG 49825838 lub Discorda alek#7308. Piszę w 3 osobie czasu przeszłego. Wątkom +18 mówię tak proszę.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: seks, myśli samobójcze, samookaleczenie, wulgaryzmy, zaburzenia odżywiania.

Podstawowe

Osobowość

Likes & dislikes

Za fabuły

Eventy

Dla użytkownika

Odpowiedz