Harper Josie Pearson
Awatar użytkownika
25
lat
168
cm
studentka/kelnerka
Pracownicy Usług
Gdy starsza Pearson wstała, młodsza ani drgnęła. Gdy tamta przyklęknęła przed nią, jej ciało momentalnie się napięło. Gdy wybrzmiał głos siostry, błękitne spojrzenie opuściło się, uciekając przed parą jasnych oczu z naprzeciwka.
Kocham cię, Harper.
Nie zareagowała szokiem ani niedowierzaniem. Nie miała chyba nawet zamiaru podważać tego wyznania, bo w jakimś sensie wierzyła w jego szczerość… lecz mimo to wiedziała, że musi zachować do niego dystans, za nic w świecie nie brać go do siebie, a w zamian za to potraktować je z co najmniej przymkniętym okiem, bo w końcu chodziło o Hazel. Jej nieświadomość i naiwność sprawiały, że – według Harper – nie zdawała sobie sprawy, co wiąże się z tymi słowami, a to z kolei sprawiało, że niezależnie od dobrych chęci nie była w stanie sprostać odpowiedzialności, którą one za sobą ciągnęły.
Specyficzna mieszanka emocji, w wyniku niekontrolowanego, zupełnie odruchowego przebiegu myśli, prędko przerodziła się w jedno konkretne uczucie. Złość. A może było to bardziej nastawienie niż uczucie? Reakcja obronna na próbę okazania ciepła? Bo… jak można było ją kochać? Za co i po co? Nie rozumiała tego; odkąd Hazel ją opuściła po raz pierwszy, blondynka także stała się dla niej nieprzystępna, jeżąc się na jej nieporadne gesty i nieśmiałe próby okazania zainteresowania. Odgrodziła się od niej grubym, wysokim murem i odtrącała ją, o wiele bardziej świadomie niż tamta ją zostawiła.
Wpuść mnie, Harper.
Zacisnęła wargi mocno ze sobą, zacięcie walcząc o powstrzymanie się przed jakąkolwiek reakcją – ponieważ mogłaby jej pożałować. Zawsze żałowała decyzji podejmowanych pod wpływem chwili… choć tak po prawdzie żałowała wszystkich swoich decyzji, niezależnie od tego czy były czynione nagle, dyktowane ogarniającymi ją w danym momencie emocjami, czy poświęcała całe dni na rozmyślanie, jak powinna postąpić. Za każdym razem wybierała źle. Za każdym razem… kierowała się nie tym co trzeba. Nie tym, co było ważne – tak naprawdę ważne. Błądziła, ewidentnie się gubiła i plątała sama w swoich pragnieniach, potrzebach oraz wierzeniach; mimo to wmawiała sobie, że robi to, co trzeba, i że kieruje się tym, co właściwe. Okłamywała się, lecz ignorowała ten fakt by dalej próbować osiągnąć wewnętrzny spokój tym samym sposobem, który wcale się nie sprawdzał, i to od lat - pozostawiając ją z pustką w środku, rozpaczliwie pragnącą tego, czego sama sobie odmawiała.
Wpuść mnie, Harper, a nie odejdę już nigdy.
Zagryzając zęby na wnętrzu policzka uniosła chłodne spojrzenie do twarzy siostry, nadal bez jakiegokolwiek słowa odpowiedzi, nie mając jeszcze zamiaru się odzywać. Ze specyficzną ulgą przyjęła jej odsunięcie się chwilę później. Zamknęła oczy na dłuższy moment, delikatnie ściągając przy tym brwi. Skupiała się na swoim oddechu, próbując uspokoić swoje myśli i wyciszyć emocje. Jakoś wziąć się w garść. Zdecydować o swoim dalszym nastawieniu.
Po tym, jak wreszcie uchyliła powieki, powolnym ruchem sięgnęła do swojego plecaka, leżącego na trawie obok niej, po innej stronie niż Hazel. Niespiesznie otworzyła go i wyciągnęła ze środka kopertę, większą niż przeciętna koperta na przeciętny list. Była to ta sama koperta, którą siostra wysłała do niej na adres rodziców. Z tą samą zawartością. Położyła ją zaraz w przestrzeni pomiędzy nimi. - To jest twoje staranie się wrócić? – zapytała, zerkając tylko znacząco na papier, po czym przeniosła wzrok z powrotem przed siebie, na staw. Mięśnie na jej buzi były ściągnięte w napięciu. W jej głosie nie zagrały nuty złośliwości ani gniewu. Chciała usłyszeć jakieś wyjaśnienie zanim zacznie reagować na tą całą prośbę. Dawała jej okazję do powiedzenia czegoś więcej w tym temacie, o ile w ogóle starsza Pearson czuła taką potrzebę. Albo chociaż chęć.

@Hazel Judy Pearson
Mów mi luczkowa. Możesz się ze mną skontaktować przez Discorda luczkowa#6559. Piszę w trzeciej osobie czasu przeszłego. Wątkom +18 mówię yes, daddy.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: temat samookaleczania i poronienia, bitchy attitude.

Podstawowe

Osobowość

Likes & dislikes

Za fabuły

Eventy

Dla użytkownika

Odznaki od publiczności

Hazel Judy Pearson
Awatar użytkownika
27
lat
175
cm
Rysownik komiksów
Prekariat
Gdy zarejestrowała ruch, zerknęła przelotnie w stronę siostry. Widziała, jak wyciąga kopertę. Dobrze wiedziała, co jest w środku. Znała treść zapisanych słów i nadal uważała je za coś naprawdę szczerego. Nieświadomie podniosła kopertę do oczu. Trzymając ją w dwóch palcach przekręciła, uniosła ku świetle, a następnie uśmiechnęła się nieznacznie. Nic się nie zmieniło. Papier nie nosił wielu śladów użycia, a przynajmniej tak, to wyglądało na pierwszy rzut oka. Wniosek? Nie był, on ważny dla młodszej. Trudno. Jakoś musiała przeżyć, tą wiadomość tak samo jak jej słowa, a raczej pytanie. Opuściła rękę, tak by opierała się, o jej kolana, a następnie zaczęła obracać kopertę wkoło własnej osi, niczym jakąś zabawkę, jakiej celem było zajęcie osoby rzucającej nałóg. -W tamtym czasie nie zdawałam sobie sprawy, jak ciężko jest żyć bez Ciebie. Wiesz, byłaś dla mnie słońcem, tlenem, bez jakiego nie umiałam żyć. Dowiedziałam się tego w chwili gdy było za późno. Proszę, wybacz mi siostrzyczko.- Zacytowała ostatni, jej zdaniem najważniejszy ustęp skryty w zawartości koperty. Zrobiła krótką pauzę, a następnie dodała. -Nadal uważam, że jest to prawda. Uczuć takich jak nienawiść i miłość nie można podrobić. Są one najsilniejsze i najprawdziwsze. Sprzeczność zapętlona w relacji dwójki osób.- Znów zamilkła, jednym ruchem posyłając kopertę pod nogi siostry. Oddała jej własność. Mogła zrobić, z nią co tylko chciała. Jedno, co zastanawiało Judy, to czemu właściwie nie zniszczyła tej wiadomości. Czemu nadal ją posiadała, oraz co najważniejsze co jeszcze skrywała jej mała siostrzyczka. Czy nadal nią byłą? Zapewne w jakiejś części tak. W jakiej? Tego nie była w stanie stwierdzić. Nie teraz, a tym bardziej wcześniej. Wiedziała jedno. Ta rozmowa przybierała coraz dziwniejsze tory. Balansowała pomiędzy rozłąką, a kruchym porozumieniem. Niczym więcej. Judy widziała te drobne zmiany na twarzy Harper. Ta wewnętrzna walka miedzy nienawiściom, a chęcią dania jej w twarz. Zapewne sama nie była lepsza. Siedziała tutaj niczym ktoś, komu odebrano chęć życia. Sprawiono, iż czuje się jak uwięziony w klatce ptak. Z jednej strony pragnący wolności, a z drugiej tak bardzo przyzwyczajony, do niewoli. Sprzeczność była tym, czego nie potrafiła zrozumieć. Nie umiała ogarnąć umysłem swojego życia, a co dopiero ich wspólnego. Jednak czym jest wspólne życie jak nie karuzelą, z jakiej czasem ma się ochotę zejść, by w kolejnej chwili znów zapragnąć tej odrobiny radości? Tej ostatniej jednak już nie odczuwała. Prędzej przywiązanie, obowiązek, czy po prostu zwykłe przyzwyczajenie. Gdzieś tam w głębi własnego jestestwa nadal odczuwała, coś zupełnie innego jednak najwyraźniej słowa wypowiedziane na głos były nic niewarte. Co miała więcej powiedzieć? Nie wiedziała. Nie miała pojęcia jak może wpłynąć na nią. Tak więc milczała, obserwując ją uważnie. Szykowała się już na kolejny wybuch. Kolejną scenę godną kochanki, a nie siostry. Kogoś bliskiego, a zarazem tak bardzo odległego. Nic więcej przecież jej nie zostało. Powiedziała wszystko. Starała się, jak tylko mogła. Niezależnie od tego, czy te starania były ubrane w naprawdę marnie skrojony garnitur. Nie dziwmy się jednak. Nigdy nie potrafiła dogadywać, się z ludźmi tak jak oni tego chcieli. Zawsze na swój sposób była nieco wycofana. Czasem śmiała się, że ma jakiś stopień upośledzenia, jakiego nigdy nikt nie zdiagnozował. Przecież większość życia żyła, z dala od ludzi, pomimo iż podobno ludzkość, to jednostki stadne. Ona nie potrzebowała innych, a zarazem potrzebowała jej.
@Harper Pearson
Mów mi . Piszę w 3os, czas przeszły. Wątkom +18 mówię tak.
Szukam brak danych.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: brak danych.

Podstawowe

Za fabuły

Harper Josie Pearson
Awatar użytkownika
25
lat
168
cm
studentka/kelnerka
Pracownicy Usług
Patrząc na to, jak zdecydowanie odcięła się od wszelkich informacji o swoim byłym narzeczonym (co mimo ciekawości - wynikającej z tęsknoty za nim – utrzymywała konsekwentnie na przestrzeni ostatnich lat), można byłoby przypuszczać, że nawet nie otworzy listu od siostry. Okazywało się jednak, że najprawdopodobniej to zrobiła, a przynajmniej taki domysł sugerowała rozcięta koperta i delikatnie wygnieciony w niektórych miejscach papier z samą wiadomością. Cóż, sytuacja między nią a Hazel różniła się znacząco od wydarzeń, które rozdzieliły losy jej i Harvey’ego – wobec starszej Pearson nie wykańczało jej takie przytłaczające poczucie winy jak w przypadku rozpadu jej wielkiej miłości, dlatego przed kontaktem oraz podjęciem próby wyjaśnienia sobie wszystkiego nie powstrzymywało jej nic. No może nic poza odczuwaną urazą, ale jak widać przyszła żeby porozmawiać, a poprzednim razem sama wyszła z inicjatywą spotkania. Formalnie odgradzała się od niej, i chociaż z jednej strony grała nieugiętą (w ten sposób spełniając potrzebę chronienia swoich uczuć przed potencjalnym kolejnym zranieniem), to z drugiej… wcale nie była nieugięta – a przynajmniej nie w tym sensie oznaczającym, że niezależnie od okoliczności i przedstawionych argumentów (tak logicznych jak i emocjonalnych) nie uległaby. Oczywiście jej mechanizmy obronne nie miały tego ułatwić i na razie skutecznie powstrzymywały ją przed porzuceniem tego całego negatywnego nastawienia, lecz to ”na razie” wcale nie padło przypadkowo.
Jednak, no właśnie, na razie trzymała się jeszcze swojego sceptycyzmu, i to nieźle się trzymała. Drobne zawahania i niebezpośrednie wyciąganie do Hazel ręki nie stanowiły o żadnych zmianach w jej postawie, a jedynie świadczyły o pewnych szczerych, choć głęboko skrywanych pragnieniach, których akurat Harper nie umiała (albo nawet nie chciała) się zupełnie wyzbyć.
- Wiesz, kto cię kocha? – zapytała znowu po dłuższym milczeniu ze swojej strony, w trakcie którego myślała intensywnie o wielu różnych sprawach dotyczących ich siostrzanej relacji, mimo że zapewne z boku wyglądała na po prostu naburmuszoną. Wrażenia dopełniało to niejakie pominięcie reakcji na jej słowa, jakby blondynka kompletnie je zignorowała, by zamiast tego poruszyć ważniejszą dla niej kwestię… W jakimś stopniu faktycznie tak było, bo chyba oczekiwała czego innego w temacie wyjaśnień, lecz skoro dostała co dostała, okazywało się że nie miało to aż takiego znaczenia. Na pewno nie w porównaniu do… - Rodzice. Rodzice cię kochają, Hazel. Jesteś ich córką, a do nich też się nie odzywasz, o udziale w jakichś rodzinnych spotkaniach i świętach nie wspomnę. - Pozornie mogło się wydawać, że wykonała lekceważący unik, jednak w rzeczywistości wspomniała o czymś, co naprawdę leżało jej na sercu – zresztą nie tylko na jej sercu, nieważne że państwo Pearson starali się nie okazywać żalu, rozczarowania i zranienia, które to wynikały z wyalienowania się Judy. – Nie pomyślałaś o nich w ogóle? Nie obchodzą cię? Masz gdzieś to, że przy każdej okazji próbują wyjść ci naprzeciw i tylko czekają, aż odpowiesz na zaproszenie? Nie masz względem nich żadnych wyrzutów sumienia, nie rusza cię że ich też zostawiłaś? – zapytała po małej przerwie, by następnie wziąć głębszy wdech i zaraz później westchnąć cicho, jakby bez jakiejkolwiek nadziei.
Akurat ich rodzice byli wspaniałymi ludźmi, i choć z pewnością też popełnili jakieś błędy w wychowaniu swoich córek, było pewne że na każdym kroku kierowali się ich dobrem. Niesprawiedliwe karanie i w ogóle traktowanie, wywieranie presji, brak akceptacji czy wsparcia – z takimi przykrymi rzeczami niestety musiały się mierzyć dzieci z zapewne wielu rodzin, lecz w ich domu nic takiego się nie zdarzało. Tym bardziej żadne z nich nie rozumiało, dlaczego starsza z rodzeństwa w pewnym momencie przestała podtrzymywać z nimi jakiekolwiek kontakty - do czego wszyscy w jakimś stopniu przywykli, lecz rodziców na pewno bolał taki obrót spraw. Jedno ich dziecko w sumie zaprzepaściło sobie życie, a drugie zwyczajnie zniknęło. Harper wprawdzie nie czuła się obarczona ich zawodem ani w swoim beznadziejnym przypadku, ani też w przypadku Hazel, ale byłaby naiwna zakładając, że taki zawód nie nastąpił. Kierując się miłością oraz troską, starała się im to wynagrodzić jak tylko mogła, więc teraz nie wyobrażała sobie o nich nie wspomnieć. – Jeśli naprawdę chcesz zacząć, to powinnaś od nich – dorzuciła jeszcze posępnie, uparcie na nią nie spoglądając. Nawet mając wobec nich jakieś wyrzuty z takich czy innych powodów, bez zawahania stawała po ich stronie. I pewnie byłaby skłonna dać szansę siostrze, gdyby ta tylko dobrze rozegrała tę konkretną kwestię...

@Hazel Judy Pearson
Mów mi luczkowa. Możesz się ze mną skontaktować przez Discorda luczkowa#6559. Piszę w trzeciej osobie czasu przeszłego. Wątkom +18 mówię yes, daddy.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: temat samookaleczania i poronienia, bitchy attitude.

Podstawowe

Osobowość

Likes & dislikes

Za fabuły

Eventy

Dla użytkownika

Odznaki od publiczności

Hazel Judy Pearson
Awatar użytkownika
27
lat
175
cm
Rysownik komiksów
Prekariat
Znów miała rację. Jednak co miała jej odpowiedzieć na takie słowa? Szczerze mówiąc nie wiedziała, jak ma się odnieść, do tego wszystkiego. Ona jednak nie mogła myśleć, o rodzinie jako takiej. Nie potrafiła odnaleźć się w tych wszystkich niuansach, jakie otaczały jej świat, a tym bardziej w chwili gdy ponownie zaczynała wpatrywać się w mrok, jaki spowijał jej duszę. Przecież, to wszystko zmieniło. Wcześniejsze wydarzenia. One właśnie sprawiły, że coś się przebudziło w jej głowie. Najprawdopodobniej dorastało wraz, z nią, lecz teraz? Teraz otworzyło dopiero powieki. Niemrawo zaczynało rozgaszczać się po jej świadomości. Nawet teraz gdy słuchała wywodu, o rodzicach, uczuciach i innych takich... Ta druga świadomość prychała pogardliwie. Właśnie, ona była przyczyną jej odrealnienia. Jednak jak miała, to wytłumaczyć siostrze? Jak miała sprawić, aby jej mała dziewczynka przestała spoglądać na nią jak na wroga, a przecież w chwili gdy odezwie się na temat rodziców, tak pewnie się stanie. Dlatego właśnie milczała. Nie widziała powodu, aby roztrząsać, to wszystko, a tym bardziej teraz gdy chodziło jej głównie, o Harper. Właśnie dlatego, a może przede wszystkim dla tego uśmiechnęła się blado i wyszeptała. -Wiesz, że dla Ciebie zrobię wszystko.- Nic więcej nie dodała. Jedyne, na co sobie pozwoliła, to na drobny gest, jaki zapewne zostanie odebrany jak zawsze w ich relacji. Nie myśląc wiele, zbliżyła się ku siostrze i pocałowała, ją w czoło wiedząc, a raczej czując, jak jej ciało zapewne się napręży. Była, to naprawdę mała cena za jej własne poświęcenie, jakiemu musiała się oddać. Będzie musiała przecież wiele nadrobić. Szkoda tylko, że kosztem własnego życia oraz tej drugiej, jaka mościła się w jej głowie. Ta nieznośna obecność była wypadkową wszystkich przeżyć. Judy jeszcze nie wiedziała, jak bardzo wysoką cenę przyjdzie jej zapłacić za wszystko, to co zrobiła. Teraz jednak gdy wpatrywała się w twarz, tak dobrze znajoma wiedziała jedno. Zrobi wszystko, by naprawić stracone lata. Sprzeda duszę każdej nadprzyrodzonej istocie, o ile będzie jej daną taką spotkać. Zresztą czy już tak nie było? Nie spotkała potwora, z własnych rysunków? Czy nie oddała mu części siebie? Może i tak. Jednak to wszystko było nieważne. Nie w chwili gdy tonęła po raz ostatni w spojrzeniu tak dobrze jej znanych oczu. Czas mijał, a one spędziły go przede wszystkim na podziwianiu widoków. Słowa były przecież zbędne. Liczyła się obecność. Życie jednak pragnęło czegoś innego. Dlatego właśnie po bliżej nieokreślonym czasie musiały się pożegnać. Jak dwie obce sobie osoby. Zdawkowe słowa. Krótkie spojrzenie. Koniec.
Z/t
@Harper Pearson
Mów mi . Piszę w 3os, czas przeszły. Wątkom +18 mówię tak.
Szukam brak danych.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: brak danych.

Podstawowe

Za fabuły

Harper Josie Pearson
Awatar użytkownika
25
lat
168
cm
studentka/kelnerka
Pracownicy Usług
Harper potrafiła być bardzo uparta, ale mimo to w niemal każdej sytuacji miała jakąś nadzieję na dobre zakończenie, nawet jeśli nie chciała się do tego przyznać, zasłaniając się logiką oraz negatywnymi emocjami. Logika oraz negatywne emocje tworzyły mieszankę, z której wynikały pesymistyczne założenia i nieprzychylne nastawienie, a tych usilnie się łapała, czując się wtedy pozornie bezpiecznie – jakby miała kontrolę nad własnym życiem, choć w rzeczywistości miała jedynie pewne poczucie przewidywalności tych przykrych zdarzeń, których się przecież spodziewała, czy wręcz z góry zakładała dojście do nich.
Ale paradoksalnie wciąż miała w sobie nadzieję. Jakiś cień myśli, że wszystko jakoś się ułoży. Niby to wypierała, ale nie wyzbywała się tego w pełni.
Milczenie starszej Pearson z jednej strony zdawało się potwierdzać to, co sobie wyobraziła – że siostra zrozumie, jak bardzo nie nadawała się do spełnienia tej prośby nie wypowiedzianej przez młodszą wprost (co według blondynki było dość oczywiste, skoro tak się od nich wszystkich odcięła). Zrozumie, a w takim razie wycofa się. I to było to odruchowe założenie, lecz obok niego, gdzieś w głębi, wciąż tliła się niemal niepostrzeżenie ta naiwna nadzieja. Gdyby nie ona, nie istniałoby ryzyko rozczarowania, jednak przeciwnie do nikłych rozmiarów nadziei, rozczarowanie mogło i tak okazać się ogromne, bo w końcu chodziło o ogromnie ważną sprawę, i…
I o dziwo rozczarowanie nie nadeszło.
Słysząc ten szept – czy raczej szeptane niejako przytaknięcie – jeszcze mocniej ściągnęła ze sobą brwi, a jej wargi zwarły się ze sobą silniej niż do tej pory, sugerując, że Harper powstrzymywała się od odezwania. Zgodnie z przewidywaniami Judy, cała się spięła, gdy ta przybliżyła się by musnąć wargami jej czoło, a potem jeszcze przez jakiś czas się nie rozluźniała. Właściwie w pełni nie rozluźniła się do końca spotkania.
Czy faktycznie „wiedziała“, że dla niej Hazel rzekomo zrobiłaby wszystko? Nie, przecież skąd miałaby to wiedzieć. Nie miała nawet skąd w ogóle dojść do takiego przypuszczenia, bo dobrowolne zniknięcie siostry z jej życia na pewno nie wskazywało na gotowość, albo przynajmniej chęć zrobienia czegokolwiek „dla niej”. A jednak, mimo swojego całego powątpiewania, które brało się z wielu poważnych zawiedzeń rozrzuconych na przestrzeni ostatnich lat… nie podważyła tych słów. Przyjęła je milczeniem, które w połączeniu z powoli łagodniejącym wyrazem twarzy sugerowało stopniową akceptację, a może nawet swego rodzaju zaufanie.
Nie wiedziała, jak ma się zachować, podobnie jak nie wiedziała tego chyba starsza Pearson, więc pożegnanie – po czasie spędzonym jednocześnie razem i osobno – wypadło bardzo chłodno, jednak przynajmniej nie było w nim tego dramatyzmu, który pojawił się ostatnim razem, więc… miały na wspólnym koncie już ten pierwszy postęp.

[ zt ] @Hazel Judy Pearson
Mów mi luczkowa. Możesz się ze mną skontaktować przez Discorda luczkowa#6559. Piszę w trzeciej osobie czasu przeszłego. Wątkom +18 mówię yes, daddy.
Uwaga, moje posty mogą zawierać: temat samookaleczania i poronienia, bitchy attitude.

Podstawowe

Osobowość

Likes & dislikes

Za fabuły

Eventy

Dla użytkownika

Odznaki od publiczności

Odpowiedz